Archiwa

Chrzan pospolity – Armoracia lapathifolia Gilibert.

Chrzan pospolity (niem./szwajc. Meerrettich, Kren; fr. Raifort; ital. Cren, Barbaforte, Rafano; retorom. Ragisch amara, Ragisch forta; ang. horseradish) posiada kilka polskich i łacińskich nazw synonimowych: warzęcha chrzan, warzucha chrzan, chrzan zwyczajny; Cochlearia armoracia Linne = Cochlearia rusticana Lamarck = Armoracia rusticana Gaertner et al. = Nasturtium armoracia (L.) F. Schulz.

W praktyce chrzan jest rozmnażany wegetatywnie, bowiem nasiona  w naszym klimacie nie mają zdolności kiełkowania. Przy zbiorze korzeni ze stanu dzikiego należy poodcinać korzenie boczne o długości kilkunastu centymetrów i przeznaczyć je do posadzenia.
Surowcem leczniczym jest korzeń i liść chrzanuRadix et Folium Armoraciae. Liście można suszyć lub przetwarzać w stanie świeżym (macerat na chłodnej wodzie z kwaskiem cytrynowym). Korzenie są najwartościowsze w stanie świeżym.

Korzenie i liście chrzanu zawierają glukozynolaty, wśród których można wyróżnić fitoncydy o działaniu przeciwdrobnoustrojowym (alternatywy dla antybiotyków). Do glukozynolatów należy synigryna i glukonasturcyina. Pod wpływem enzymów i kwasów glukozynolaty uwalniają olejek gorczyczny o ostrym, drażniącym i duszącym zapachu (izosiarkocyjanian allilu). W liściach i korzeniu jest obecna witamina C w znaczących ilościach (ok. 0,25-0,3%). Zawartość synigryny w korzeniu wynosi ok. 0,2%. Chrzan jest bogaty w siarkę, jod, żelazo, wapń i magnez. W liściach występują flawonoidy: kwercetyna, kemferol i rutyna, ponadto kumaryny, kwasy fenolowe, enzymy (mirozynaza, peroksydaza). Źródłem wymienionych enzymów są oczywiście też korzenie. W chrzanie występuje ciekawy związek (alkohol) – fenyloetyl, który jest powiązany z glikozydami siarkowymi i ma właściwości antybakteryjne.

Sok ze świeżego korzenia chrzanu zabija wiele opornych bakterii, np. Bacillus subtilis, Escherichia coli, Staphylococcus aureus, dlatego jest zalecany przy infekcjach układu moczowego, skóry, układu oddechowego oraz pokarmowego. Dawka doustna zalecana wynosi 20 g świeżego tartego korzenia chrzanu na dzień, najlepiej w dwóch porcjach, po 10 g.

Świeży chrzan działa wybielająco na skórę, usuwa liczne plamy, jednocześnie pobudza miejscowo krążenie krwi i hamuje rozwój bakterii oraz grzybów. Sok z korzenia chrzanu zakwaszony kwasem octowym, jabłkowym, glikolowym, bursztynowym lub lepiej migdałowym (mandelic acid) i wymieszany dodatkowo z witaminą C efektywnie usuwa przebarwienia ze skóry, dobrze oczyszcza pory i zmiękcza naskórek.

Bardzo dobre jest połączenie tartego chrzanu z kwasem migdałowym (mandelic acid) w leczeniu zakażeń układu moczowo-płciowego i jelita grubego (opornych na antybiotyki i sulfonamidy). Na każde 10 g  tartego chrzanu dać dodatkowo 1 g kwasu migdałowego. Dziennie zażywać 3 takie porcje. Jednocześnie pić napar z mieszanki ziołowej:

Rp.
Liść borówki 2 cz.
Ziele połonicznika lub rdestu ostrogorzkiego 1 cz.
Liść mącznicy lub gruszy 2 część
Liść ortosyfonu 1 część
Ziele nawłoci 2 część
Nasiona pietruszki, selera lub korzeń (albo owoc) lubczyka 2 cz.
Wymieszać. 1 łyżka na szklankę wrzątku, odstawić na 30 minut, przecedzić. Pić 3 szklanki naparu dziennie.

Napar z suchych lub świeżych liści chrzanu jest źródłem związków siarki, flawonoidów i witamin. Wspomaga leczenie nieżytów układu oddechowego i chorób alergicznych, pomocny w terapii chorób reumatycznych (jako depurativum) i skórnych (na tle zaburzeń metabolicznych i troficznych). Ze świeżych liści można przygotować macerat: 2 łyżki zmielonych liści na 1 szklankę chłodnej przegotowanej wody, odstawić na 6 godzin, przecedzić. Pić 2 razy dziennie po 1 szklance maceratu. Z suchych liści też można przygotować napar, ale jest mniej wartościowy. Lepiej świeże (całe) liście zamrozić na zimę i macerować letnią wodą po uprzednim rozdrobnieniu.

Korzeń można ucierać na tarce i zaraz spożywać lub macerować chłodną wodą przez 1 godzinę i wypijać.

W starych lekospisach Radix Armoraciae widniał pod nazwą Radix Raphani rusticani (marini), przez co można było go pomylić z korzeniem rzodkwi – Raphanus.

W dawnej medycynie sporządzano następujące leki z korzenia chrzanu:

1. Macerat ze świeżego korzenia chrzanu na piwie lub winie (zamiast wyżej wymienionej wody) – jako środek oczyszczający układ moczowy, moczopędny, najlepiej wypijane na ciepło kilka razy dziennie.
2. Ze świeżego korzenia z parą wodną oddestylowywano olejek gorczyczny, który następnie podawano doustnie przy infekcjach układu pokarmowego i oddechowego, także parazytozach (chorobach pasożytniczych), ponadto wcierano w skórę jako środek rozgrzewający, pobudzający ukrwienie i rozchodzenie się obrzęków limfatycznych; pobudzający ukrwienie w okolicach stawów reumatycznie zmienionych. Do wcierania we włosy ze spirytusem przy łysieniu.
3. Syrop chrzanowy jodowany – Sirupus Armoraciae jodatus = Sirupus Raphani rusticani jodatus o działaniu przeciwszkorbutowym (antiscorbuticus) i wykrztuśnym, odkażającym układ pokarmowy i oddechowy; zawierał syrop z korzenia chrzanu i jod w jodku potasu (jodynę).
4. Succus Raphani rusticani: sok z korzenia chrzanu stabilizowany spirytusem – zażywany doustnie przy zaburzeniach wydzielania i przepływu żółci, zaburzeniach trawiennych. Odpowiednik wyciągu z czarnej rzodkwi Extr. Raphani nigri, występujący np. w preparacie polskim Raphacholin.
5. Tinctura Armoraciae composita antiscorbutica: wyciąg alkoholowy z korzenia chrzanu, gorczycy mielonej i chlorku amonowego (salmiak). W leczeniu szkorbutu podawano doustnie.

Do okładów rozgrzewających stosowano także świeży tarty korzeń chrzanu – Cataplasma Armoraciae ex tempore parata, np. przy nerwobólach, bólach stawów, bólach mięśni, stanach zapalnych tkanek miękkich (leczenie bodźcowe).

W Farmakopei Szwajcarskiej – Pharm. Helvetica z 1865 r. jest opis Syrupus antiscorbuticus (syrop przeciwgnilcowy, czyli antyszkorbutowy) przygotowywany z kory cynamonowca (Corticis Cinnamomi zeylanici), skórki pomarańczowej (Cortici aurantii), świeżego ziela warzęchy lekarskiej – Cochlearia officinalis Linne, świeżego ziela rukwi wodnej (Herbae recentis NasturtiiNasturtium officinale R. Brown), świeżego ziela przetacznika bobownika – Herbae recentis Beccabungae (Veronica beccabunga L.), świeżego korzenia chrzanu (Radicis recentis Armoraciae), a wszystko to na winie białym, z dodatkiem cukru.

Armoraciae Radix znajdziemy w British Pharmacopoeia z 1867 r. (Horseradish Root). Sporządzano z niego Spiritus Armoraciae compositus. Taki spirytus chrzanowy złożony zawierał jeszcze nutmeg, czyli gałkę muszkatołową i Bitter Orange Peel – skórkę gorzkiej pomarańczy.

Zgodnie z opisem dra Fr. Oesterlen’a (1861 r.) korzeń chrzanu był wykorzystywany w dawnej medycynie w leczeniu braku miesiączki (amenorrhoe), gnilca (Scorbut), puchliny wodnej, zimnicy, zaparć i zaburzeń w trawieniu.

5 komentarzy Chrzan pospolity – Armoracia lapathifolia Gilibert.

  • Renata Stono

    Z liści chrzamu można wykonywać okłady na krwiaki, sińce i wybroczyny. Na uszkodzoną skórę przykładamy rozbite (rozgniecione) liście. Dobrze jest owinąć je folią. Nie należy stosować na rany. Trzymamy przez godzinę, maksymalnie połtorej, stosować z dwu, trzygodzinna przerwą 2-3 razy dziennie. Przetestowane wielokrotnie z dobrym skutkiem.
    Moja babcia stosowała nastepującą metodę przy kaszlu – ścierała korzeń chrzanu, zalewała go wodą na centymetr nad korzeń i odstawiała na mniej więcej godzinę. Następnie przecedzała macerat przez ściereczkę, odciskała dokładnie, dodawała syrop z malin w proporcji 1:3 (macerat:syrop) i tą miksturę pić trzeba było 3-4 razy dziennie po łyżce. Działało wyśmienicie.

  • Roman M.

    Dzisiejszego ranka odbyłem interesującą rozmowę z pasjonatką ziołolecznictwa. Rozmawialiśmy o eleuterokoku, różeńcu, witanii, przegorzanie, beznadziejnych przepisach celnych dotyczących przewozu ziół, braku wiedzy fitoterapeutycznej na wydziałach medycznych, intuicji Indian i ludów Syberii w wykorzystaniu leczniczym roślin, „braku pierwiastka duchowego” we współczesnej medycynie itd. Rozmowa ta podsunęła mi temat komentarza.
    Nowoczesne zachodnie społeczeństwo cechuje brak szczególnego zainteresowania duchową sferą życia (puste kościoły, przywiązanie do rzeczy materialnych). Do czasów Kartezjusza (do XVII wieku) wierzono, że choroby są spowodowane zakłóceniem stanu ducha (działanie roślin wzmacniać miały odpowiednie modlitwy). Niektórzy zielarze do dziś wierzą, że wiele osób umiera z powodu „chorób związanych z zachwianiem ducha”. Wraz z upływem czasu zmieniają się poglądy, sposób dochodzenia do prawdy, system wartości całych społeczeństw.
    Każda epoka ma swój sposób na szukanie prawdy o roślinach leczniczych. Były epoki szamanów, mnichów, uzdrowicieli. Dziś jest epoka naukowców.
    Współczesne ziołolecznictwo opiera się na podstawach naukowych. Rośliny lecznicze są interesującym obiektem badań naukowych (patrz strony p. Henryka) łączących wysiłki chemików, analityków, lekarzy, farmaceutów itd. Dzisiejszy świat dopracował się metod badań przyrodniczych opartych na materialistyczno – mechanicznej i logiczno – przyczynowej koncepcji myślenia. W tej koncepcji poznawczej zwraca się uwagę przede wszystkim na analizę związków czynnych rośliny. Trzeba jeszcze odkryć jak związki te działają na organizm itd. Takie poznawanie roślin jest zrozumiałe i trudno z nim polemizować. Warto jednak zauważyć, iż w jakimś sensie jest ograniczające. Myślenie analityczne jest w pewien sposób ograniczające, bowiem tak szukając prawdy, negujemy pewne sprawy tylko dlatego, że są nie wyjaśnione lub są niedostatecznie poznane. Naukowiec współczesny bierze pod uwagę tylko to czego może dowieść i co można doświadczalnie powtórzyć. Od czasów francuskiego filozofa Rene Descartesa (1596 – 1650) który dowodził, że kwestie niematerialne jak np. wiara w Boga, nie mają miejsca w świecie fizycznym, zmieniło się spojrzenie na wiele spraw. Samo pojęcie choroby odnosi się dziś bardziej do terminów patologicznych niż emocjonalnych czy duchowych.
    Nowoczesna medycyna zmierza do tego, by problemy „duchowe” (cokolwiek pod tym pojęciem byśmy rozumieli) pozostawić psychiatrom, psychologom, terapeutom czy ewentualnie duchownym. Dzisiejsza nauka skłonna byłaby przyznać, iż rośliny wpływają „na ducha” głównie w kontekście wpływu substancji roślinnych na funkcjonowanie mózgu np. przez regulację szlaków neuroprzekaźnikowych i transmisji synaptycznej. Nie tak dawno pisałem w komentarzu o ziołach używanych w depresji i o tym, że zawierają one substancje które „robią coś w głowie”. Inny przykład tego jak nauka współczesna patrzy na te problemy może być następujący. Flawonoidy które tak często wymienia na swoich stronach p. Henryk przy okazji opisywania różnych roślin, mają wielokierunkowe działanie. Podgrupa flawonoidów zwana flawanolami (występują m.in. w opisywanych przez doktora surowcach takich jak herbata, winogrona, czerwone wino itd.) wpływa na poprawę funkcji poznawczych poprzez zwiększenie liczby i siły połączeń między neuronami. Związki te zapobiegają obumieraniu neuronów w przebiegu procesów neurodegeneracyjnych oraz wywierają wpływ na poziomie komórkowym i molekularnym. We Włoszech prowadzono ciekawe doświadczenie z pacjentami cierpiącymi na zaburzenie pamięci (metodą podwójnej ślepej próby z randomizacją – żeby nie było wątpliwości). Uczestników badania cierpiących na łagodne zaburzenia poznawcze (mild cognitive impaiment) podzielono na trzy grupy którym zalecono codzienne spożywanie napoju zawierającego flawanole (w postaci kakao – które zawiera sporo tych substancji) w dawce dużej (ok. 990 mg), średniej (520 mg) i małej (45 mg). Autorzy badania po analizie wyników konkludują, iż flawanole oddziaływają pozytywnie nie tylko na układ krążenia ale na funkcje mózgu. Potwierdzone to zostało wynikami badan neuropsychologicznych (istotne zwiększenie szybkości wykonywania testu łączenia punktów i poprawa wyników testu płynności słownej w grupie osób spożywających duże i średnie dawki). W takim kontekście, jak w powyższym przykładzie, medycyna współczesna skłonna byłaby przyznać, że substancje roślinne wpływają „na ducha” gdyż coś dzieje się w mózgu. Jednak w dawnych czasach problemy „ducha” były postrzegane nieco z innej perspektywy. W jednym ze swoich komentarzy (bodaj do postu o Janie XXI) broniłem nieco średniowiecza które często określane jest mianem „ciemnego”. Taka ocena tego okresu jest jednostronna i nie do końca uprawniona. Średniowiecze to nie tylko okres procesów o czary i herezję, płonących stosów i inkwizytorów – to także okres w którym istotną rolę odegrały zioła „ (…) zioła właśnie, które ludziom, szerokim rzeszom niosły nadzieję na rychłą miłość, rychłe poczęcie, rychłe spędzenie płodu, rychłe uzdrowienie. Zioła dobre, zioła sprawiedliwe, zioła szatańskie i zioła boskie (…)”.
    W 476 roku za sprawą plemion germańskich przestało istnieć cesarstwo zachodniorzymskie. Ostrogoci, Wizygoci, Wandalowie, Arabowie zmienili bieg historii Europy. W epoce wędrówki ludów kiedy Germanie najeżdżali obce kraje i szalały tak zwane justyniańskie zarazy dżumy, wielka antyczna cywilizacja i jej dorobek mogły zostać zapomniane i zniweczone. Upadek potężnego państwa rzymskiego, ciągłe wojny, pożary, głód, epidemie, niepewność jutra sprawiały, że człowiek średniowiecza odczuwał potrzebę oparcia duchowego. Zakony, opactwa, klasztory rozwijały się zatem dając ludziom oparcie i nadzieję. Do przetrwania wiedzy Hellenów i Rzymian w równej mierze przyczynili się Arabowie co i liczne zakony. Próbę odbudowy imperium na wzór rzymskiego podjął Karol Wielki (768 – 814). Jego edykt z roku 812 „Capitulare de villis et cortis imperiabus” (z łac. „Księga o wsiach i folwarkach cesarskich”) zawiera słynne stwierdzenie „Volumus quod in horto omnes herbat habeant, id est liliom, rosas, fenigrecum etc.” ( z łac. „Chcemy by w ogrodzie mieli wszystkie zioła, mianowicie lilie, róże, kozieradkę (…).” Karol Wielki zalecał uprawiać 95 gatunków warzyw i ziół. Od tego momentu możemy mówić w średniowieczu o uprawie roślin leczniczych na większą skalę.
    Istotnym zdarzeniem dla historii europejskiej medycyny było założenie w roku 529 przez świętego Benedykta klasztoru na Monte Cassino. Reguła jaką przyjął zakon miała wpływ na rozwój życia klasztornego w Europie. Znajdujemy w niej zalecenie „infirmorum cura ante omnia adhibenda est” (z łac. „należy mieć przede wszystkim pieczę nad chorymi”).
    Prawdziwa wiedza i tradycja zielarska przeniosła się między klasztorne mury. Jej strażnikami stali się uczeni i pracowici mnisi. Św. Benedykt skierował do mnichów zalecenie aby w czasie posiłków odczytywali fragmenty ksiąg a w ciągu roku czytali przynajmniej jedną księgę. Zatem zamiast napisać, że mnisi wyznawali zasadę „Ora et labora” (módl się i pracuj) właściwiej byłoby napisać „ora, lege et labora” (módl się, czytaj i pracuj).
    W wielu przypadkach zamienili oni opactwa w ośrodki lecznicze, niemalże szpitale dla chorych. Pierwsze klasztory zostały założone przez benedyktynów we Włoszech, gdzie częściowo ocalono wysoko rozwiniętą rzymską kulturę ogrodniczą. W VIII i IX wieku tę wiedzę Rzymian o uprawie roślin mnisi przenieśli na północ od Alp. Szczególne zasługi w kształtowaniu ogrodnictwa i w uprawie różnych roślin położyli benedyktyni, cystersi, kameduli i kartuzi. Powstała tradycja tworzenia w obrębie murów klasztornych ogrodów z ziołami i armariom pigmentariorum: pierwszy odnosił się do miejsca przeznaczonego do uprawy ziół, drugie, do miejsca ich przechowywania. W średniowieczu dobrodziejstwo i wpływ ziół rozpatrywano na pograniczu religii, czarów, tajemnej wiedzy. Medycyna monastyczna nadzieję na uzdrowienie opierała na Bożym miłosierdziu i działaniu ziół. Sądzono, że lecznictwo pozbawione czynników nadprzyrodzonych jest mało skuteczne. Choć chorym pomagali, jak wierzono, święci (w przypadku trądu szczególnie skuteczny był Łazarz, moru – św. Roch lub św. Sebastian, krost na twarzy św. Wawrzyniec, pijaństwa – św. Marcin, św. Wit – pląsawicy, św. Antoni – róży i wszelakich przyrannych stanów zapalnych etc.) to przecie zioła poparte jeszcze modlitwą były najważniejszym środkiem medycznym. Historia medycyny określa X –XIII wiek mianem medycyny klasztornej. Z tamtego czasu zachowało się bogate piśmiennictwo z licznymi receptami. W średniowiecznych księgach zielarskich znajdziemy przepisy i lekarstwa na wszelakie dolegliwości. Np. „Pulvis contra omnes ferbras et omnia venena et omnium serpentium morbus et omnes angustias cordis et corporis” (z łac. proszek przeciwko wszelakim febrom wszelkim truciznom, przeciw ukąszeniom wężów i wszelakim cierpieniom serca i ciała). Wbrew pozorom czasy się zmieniają ale ludzie mają podobne problemy. Oto jeden przykład. Albert Wielki (zm. w 1280 roku), nauczyciel św. Tomasza z Akwinu twierdził, iż swoje pisma oparł na doświadczeniach i obserwacji przyrodniczej. Zawarł w nich wiele „cudownych” recept. Dziś panowie mają viagrę zaś dawniej Albert zalecał werbenę która wg niego „Pomocna jest także barzo dla lubieżności względem obcowania (…), gdyby kto chciał chuci cielesnej wygodzić, to ziele większej pożądliwości doda (…) jednak przecież ma mieć przy tym co inszego (…)”.
    Powróćmy jednak do zasadniczego wątku dzisiejszego komentarza. Wiele ziół mnisi klasyfikowali jako „zioła pocieszające”. Zaliczano do tej grupy rozmaite rośliny działające uspokajająco, uśmierzająco, „dobrze wpływające na ducha”. Wg zielarzy tamtego okresu problemy emocjonalne i „duchowe” mają związek ze stanem fizycznym. Stany lękowe, zaburzenia pamięci, zmęczenie i brak energii, stres, depresję, problemy emocjonalne, bezsenność itd. wiązano dawniej ze stanem „ducha”. Wielu mnichów starało się zgłębiać i poznawać zioła i tworzyło specyfiki „dobrze działające na duszę i podnoszące ducha”.
    Poznawanie ziół może odbywać się na wiele sposobów. Jednym z nich jest poznawanie, nazwijmy to, intuicyjne. Obcowanie z ziołami, ich uprawa, zbieranie roślin, przetwarzanie, wykonywanie z nich medykamentów powoduje trudne do wytłumaczenia wyostrzenie intuicji, szczególnej wrażliwości i wyczucia ich możliwości terapeutycznych. Ogrody ziołowe herbularius służyły mnichom do pokrzepienia ciała i ducha. Były oazą spokoju, medytacji i skupienia. Dawały możność obcowania z roślinami leczniczymi. Potem mnisi przerabiali rośliny na leki i leczyli nimi chorych. Zioła uprawiane z miłością, zbierane z wysiłkiem i mądrze wykorzystywane odkryły przed mnichami niejedną zapewne tajemnicę. Tu powoli zbliżam się do wyjaśnienia dlaczego komentarz niniejszy umieszczam w tym właśnie miejscu w którym p. Henryk opisuje chrzan.
    Istnieje wiele specyfików średniowiecznych które z punktu widzenia dzisiejsze nauki „nie są zupełnie od rzeczy” choć ja ich pewnie nie próbowałbym ich skuteczności. Farmakopea z Lorsch, dla przykładu, zaleca miksturę z owczego nawozu, pleśni z sera i miodu. Pozostawiona na ranie przez 20 dni owa cuchnąca masa ma zapewnić cudowne wyleczenie nawet najbardziej zaropiałej rany (antybiotyk zawarty w pleśni + bakteriobójcze działanie miodu może i przynosiło jakiś skutek). Są też recepty które warto wypróbować szczególnie w dzisiejszych zwariowanych czasach, choć nie znajdujemy naukowego uzasadnienia w rozumieniu o jakim pisałem wyżej. Wędrując po klasztorach Europy można znaleźć w archiwach wiele interesujących recept na znakomite wina lecznicze. Założony w 1027 roku klasztor w Abtei Muri znany jest z recept rozmaitych win (m.in. słodkiego różanego). Chociaż mnisi opuścili klasztor w 1845 (kasata klasztorów w Szwajcarii) do dziś krążą recepty na owe specyfiki. Oto jedna z recept na wino z chrzanem które może „wzmocnić ducha”. Składniki: 30 g korzenia chrzanu, 30 g jagód jałowca, 1 litr białego wina. Sposób przyrządzenia. Korzeń chrzanu obrać i zetrzeć na drobno na tarce, dodając na koniec jagody jałowca. Całość przełożyć do wina i macerować przez miesiąc w miejscu suchym i z dala od słońca. Odcedzić na sicie z gazą, zlać do butelki szczelnie zamykanej. Pić w kieliszkach za każdym razem, gdy odczuwa się potrzebę podniesienia sobie morale, wzmocnienia sił ducha. Czy intuicja mnichów w przypadku chrzanu jest trafna? Może warto się przekonać bo i surowiec łatwo dostępny a i ducha naszego od czasu do czasu warto by chyba wzmocnić. Pozdrawiam

    • maria

      to nie zawsze jest intuicyjne. np otrzymuję pakiety wiedzy nie wiadomo skąd, może od roślin. jest to wiedza prosta i zrozumiała, przekazywane jest jakby sedno sprawy a nie szczegóły. gdy docierały do mnie te informacje, z ciekawości sięgałam po fachową literaturę by to sprawdzić, dla większości znalazłam naukowe potwierdzenie, dla niektórych jeszcze nie. nie wiem skąd ta wiedza, trafia od razu do mózgu, bez udziału zmysłów. wygląda to, jakby rośliny same mnie informowały o sobie, jakąś formą komunikacji pozazmysłowej… dlatego już wiem, skąd dawniej ludzie brali wiedzę o ziołach… to musiało tak działać jak u mnie.

  • Panie Romanie po raz pierwszy przeczytałam wszystko do końca 🙂
    Gratuluje wiedzy i lekkości pióra – pewnie to po ziołach 😉
    Przepis dość prosty i zapewne skuteczny.

    Na razie nie mamy „narzędzi” do badania ducha ale kto wie…

    pozdrawiam
    Aga

  • Basia

    Pewnie we wszystkich narodach i wszystkich epokach pojawiali się ludzie podobni do naszego Czesława Klimuszki. Oni po prostu WIEDZIELI to, co inni pracowicie musieliby się nauczyć lub odkryć metodą prób i błędów. Dawniej tacy ludzie byli naturalnymi lekarzami, którzy zwykle starali się, aby przekazać swoją wiedzę następcom, nawet takim, którzy niestety NIE wiedzieli, ale byli pracowici i mieli zacięcie dla tematu.
    Teraz, niestety, jedni wrzeszczą „przesądy!”, drudzy wrzeszczą „siły nieczyste!” i w taki sposób ludzie WIEDZĄCY są spychani do podziemia znachorskiego lub wręcz do ukrywania WIEDZY. To ogromna strata.

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>