Archiwa

Pfaffiae paniculatae Radix–brazylijski żeń-szeń; Sumawurzel = Brasilianischer Ginseng jako antiphlogisticum, analgeticum et antitumor.

Korzeń suma – Sumawurzel – Radix Pfaffiae Panuculatae , albo inaczej, ale niepoprawnie – korzeń brazylijskiego żeń-szenia pozyskiwany jest z gatunku Pfaffia paniculata (Martius) Kuntze, z rodziny Amaranthaceae (szarłatowate). Roślina występuje w Brazylii, Ekwadorze, w Paragwaju, Wenezueli, w Panamie i w Peru. Surowcem jest wysuszony korzeń.

Składniki aktywne i odżywcze: ciekawe jest wysokie stężenie pierwiastka (półmetalu) german Ge w tkankach rośliny; surowiec zawiera aminokwasy, w tym wolne, nor-trójterpeny: kwas pfafiowy (niem. pfaffiasäuren), glikozydy – pfafozydy (Pfaffoside) A-F, hormon sterydowy beta-ekdyzon (patrz Cyanotis: http://rozanski.li/?p=2278).

pfafiowy_kwas
Kwas pfafiowy; Wichtl M.: Teedrogen und Phytopharmaka. Wissenschatlige Verlagsgesellschaft Stuttgart 2009; s. 730.

Działanie: przeciwzapalne, przeciwartretyczne, przeciwreumatyczne, zwiększające ruchliwość stawów, rozluźniające na stawy i mięsnie, znoszące spastyczności; poprawiające trawienie; zwiększające zdolności adaptacyjne do środowiska (zioło adaptogenne); zwiększające wydolność fizyczną i psychiczną. Wykazuje wpływ przeciwnowotworowy, przeciwbólowy i tonizujący. Podobnie jak Cyanotis arachnoides działa anabolicznie, hamując utratę masy mięśniowej i pobudzając zdolności regeneracji tkanki mięśniowej, nabłonkowej i łącznej. Reguluje stosunki ilościowe frakcji lipoprotein LDL, HDL, VLDL, obniża poziom cholesterolu. Podnosi libido (popęd płciowy). Jest immunostymulatorem. Zastosowany zewnętrznie pobudza gojenie ran. Poprawia stan włosów i skóry.

Wskazania: wyniszczające choroby, w tym nowotworowe; złamania kości, przykurcze mięśni, zesztywnienia stawów; choroby reumatyczne; wypadanie włosów, rozdwajanie końcówek włosów, łamliwość włosów i paznokci, rany trudno gojące się; utrata masy mięśniowej; spadek siły fizycznej; trudności przystosowawcze dzieci; brak aktywności życiowej. Spadek odporności na infekcje.

Przeciwwskazania: ciąża, laktacja.

Dawkowanie: 1-2 g sproszkowanego korzenia 2 razy dziennie; ekstrakty 2-3:1 250-500 mg 2 razy dziennie, rano lub w południe.

Nalewka na korzeniuTinctura Pfaffiae: 1 część korzenia zalać 5 częściami ciepłego alkoholu 50%, po tygodniu przecedzić. Zażywać 2 razy dziennie po 10 ml. Do przemywania skóry, okładów na rany, owrzodzenia, do płukania włosów: 1 łyżka nalewki na szklankę wody przegotowanej.

Synergizm: najlepiej łączyć z Eleutherococus, Schisandra, Rhodiola, Cyanotis, Guarana, Ginkgo, Ginseng, szczególnie dla dzieci i młodzieży, osób starszych z zaburzeniami zdolności przystosowawczych i zaburzeniami inteligencji kognitywnej.

4 komentarze Pfaffiae paniculatae Radix–brazylijski żeń-szeń; Sumawurzel = Brasilianischer Ginseng jako antiphlogisticum, analgeticum et antitumor.

  • Macaro

    Panie Doktorze, czy moglby Pan szerzej opisac ciekawe pnacze Schisandra chinensis? Staje sie coraz popularniejsze i nie trzeba wykorzystywac samych korzeni aby uzyskac wlasciwosci adaptogenne. Byc moze sie myle, ale przy tego typu roslinach (adaptogenach), jesli sie je samodzielnie sadzi, trzeba zazwyczaj wykazac sie spora cierpliwoscia do momentu ich zebrania…
    Pnacza actinidia, wisteria i lonicera takze wydaja sie interesujace 🙂

  • Roman M.

    Remedia Amoris cz. I. Czy seks jest karą? Kilka uwag o kulturze i fizjologii i o tym jakim językiem można pisać o seksie i miłości.

    „Twierdzi się, że seks to kara, która spadła na Adama i Ewę po ich upadku. Na podstawie własnych obserwacji skłonny jestem przystać na ten pogląd. Niemal wszyscy znajomi (…) mężczyźni i kobiety cierpią okrutnie w ten czy inny sposób na skutek jego istnienia. Czy ty drogi Czytelniku możesz z ręką na sercu przysiąc, że seks i jego skutki dostarczyły ci więcej przyjemności niż cierpień? (…) ”

    Pogląd Bertranda Russella o seksie przytoczony powyżej, może wydać się nam niedorzeczny zważywszy na to, jak ludzie za karą taką się uganiają. Jeśliby jednak trochę nad tym podumać, możemy dojść do przekonania, że być może jest w twierdzeniu filozofa trochę racji. Amerykańscy naukowcy publikując dane z USA podają, iż zaburzenia seksualne to poważny problem medyczny i społeczny występujący u 10-52% mężczyzn i 25-63% kobiet. Widziałem jakiś czas temu w prasie medycznej kilka zestawień tzw. „wstydliwych chorób” wg danych z różnych krajów. Zauważyłem pojawiające się w kilku tego typu „rankingach” poszczególnych krajów europejskich rozmaite dysfunkcje seksualne. W polskich zestawieniach „chorób wstydliwych” nie spotkałem impotencji czy oziębłości itp. przypadłości. Trzeba tu przy okazji zauważyć, iż nawet medycy coraz rzadziej używają takich nazw tych niedomagań, określając np. mocno pejoratywne „impotencja” łagodniej brzmiącym „zaburzenia wzwodu prącia” albo „zaburzenia erekcji”, „oziębłość” – „obniżonym libido” itp. Wracając do wcześniejszej myśli. Oznaczać to może, że albo Polacy mniej przywiązują uwagi do sfery seksualnej, albo też, mniej w tym względzie mają problemów niż inni Europejczycy czy np. Amerykanie. Polskie badania pokazują, że zaburzenia takie są i u nas powszechne (43% kobiet i 31% mężczyzn – oczywista publikuje się różne dane dość znacznie się różniące). Najprawdopodobniej zatem, rzadziej się do takich przypadłości przyznają. Trudno się temu dziwić, skoro przyznanie się do takiej czy innej seksualnej dysfunkcji, w odbiorze społecznym jest raczej przyczynkiem do drwin niż do współczucia. Oto literacki przykład (autorstwa Wespazjana Kochanowskiego):
    „ Często niewinne żony małżonkowie winią,
    Że im rogi na łbie jak satyrom czynią.
    Lecz każdy niech swej spyta, wiem, tak mu odpowie:
    Niech będzie róg gdzie trzeba, nie będzie na głowie”.
    Dzisiejsza seksuologia zajmuje się życiem intymnym człowieka we wszystkie jego aspektach. Jest nauką interdyscyplinarną, łączącą w sobie elementy medycyny, psychologii, socjologii, antropologii, pedagogiki, prawa, filozofii, historii sztuki i kultury. Współczesna seksuologia zbliża się do nauk społecznych i często zamiast usuwać tzw. dysfunkcje seksualne od strony medycznej musi zajmować się zwalczaniem patologii więzi międzyludzkich. Przeglądając kilka współczesnych podręczników medycznych, z mniej lub bardziej rozbudowanym działem seksuologii zauważyłem, iż o roślinach i ich wpływie na sferę seksualną człowieka, nie pisze się wcale albo bardzo mało. Medycyna naukowa twierdzi na ogół, że nie istnieją dowody na oddziaływanie roślin na aktywność seksualną człowieka (o sferze uczuciowej w ogóle nie wspomnę). W księgach które dane było mi przejrzeć wyczytać mogłem najczęściej, iż przeprowadzone do tej pory metaanalizy (uogólnione i „statystycznie obrobione” analizy informacji z rozmaitych badań spełniających kryteria naukowości wg standardów przyjętych w naukach medycznych) nie wskazują jakiegoś szczególnie istotnego działania ziół na sferę seksualną. Jest to twierdzenie zupełnie odwrotne niż głosili zielarze w dawnych wiekach. Uważali oni, iż zioła nie tylko wpłynąć mogą na „sprawność cielesną” i „czynią skłonność do jurności” ale są zdolne takoż, oddziaływać i na sferę uczuć (wpływając na proces zakochania lub odkochania – w zależności od potrzeby). Zielarze w różnych kulturach i czasach, traktowali rośliny uznawane za afrodyzjaki także jako: środki ułatwiające pozbycie się nieśmiałości, wzmagające rozkosz cielesną, wywołujące pożądliwość płciową lub niweczące wszelkie poczucie wstydu, zabezpieczające przed impotencją i oziębłością itd.
    W księgach medycznych o których wspomniałem, wymieniano niekiedy kilka zaledwie roślin a całą rzecz traktowano bardziej w kategoriach historycznych niż stricte medycznych. Po takim wprowadzeniu należy w końcu powiedzieć, że tematem przewodnim niniejszego komentarza będą zioła zwane afrodyzjakami. Będzie też nieco i o ziołach na wszelakie zaburzenia seksualne zarówno pań jak i panów. Zaburzenia te mają różną postać. Wszystkie one, upraszczając, polegają na niezdol¬ności do osiągnięcia odpowiedniego stanu psychofizycznego, który umożliwia odbycie stosunku płciowego zakończonego orgazmem i satysfakcją obojga partnerów. Najczęstszymi zaburzeniami seksualnymi są, mówiąc najbardziej ogólnie, osłabienie pożądania (libido) oraz komplikacje związane z osiągnięciem orgazmu. U mężczyzn częstymi problemami są impotencja (niezdolność do osiągnięcia lub utrzymania wzwodu prącia) i przedwczesny wytrysk nasienia (niezdolność do opóźnienia orgazmu). U kobiet zaś częstą przyczyną zaburzeń czynności płciowej jest np. bolesne spółkowanie. Istnieją też dolegliwości pojawiające się u obu płci: brak wyobraźni seksualnej i pożądania, niewłaściwy dobór partnerów oraz awersja seksualna, wyrażająca się niechęcią do odbywania stosunków itd. Zaburzenia tego typu wywołuje wiele czynników. Dużą rolę odgrywają nieprawidłowości w sferze psychologicznej: niepokój, stres, zdenerwowanie, uraz psychiczny, poczucie winy, gniew lub strach. Zdarza się jednak, że mają one podłoże fizyczne i są powiązane np. z cukrzycą lub nadciśnieniem tętniczym itp. Osiągnięcie spełnienia seksualnego utrudniają również: niewłaściwa dieta, nadużywanie papierosów i alkoholu oraz zażywanie narkotyków i innych środków odurzających. Seksuolodzy opisując seks od strony biologicznej twierdzą, iż intymne spotkanie zakończy się sukcesem, gdy zadziała złożony system zarządzający hormonami, naczyniami krwionośnymi i neuroprzekaźnikami. Sprowadzenie całej „magii miłości” do chemii, bardzo złożonych reakcji biologicznych i twierdzenie, że reakcje seksualne zależą tylko od wpływu neuroprzekaźników itd. jest chyba pewnym uproszczeniem. Oprócz czynników biologicznych możemy tu mówić o czynnikach psychospołecznych i kulturowych. Oczywiście mówiąc o seksie nie można uciec od biologii, chemii czy fizjologii. Potrzeby seksualne występują jako fizjologiczne obok potrzeby jedzenia, odpoczynku itd. Seksualność jest zatem wrodzoną, naturalną potrzebą i funkcją naszego organizmu – podobnie jak inne procesy fizjologiczne. Jest integralną częścią natury człowieka, poprzez którą możemy realizować się, tworzyć intymne więzi fizyczne i psychiczne. Znaczenia miłości, erotyzmu, seksu w życiu człowieka nie sposób przecenić. Warto zauważyć wszakże, iż nadzwyczajna różnorodność ludzkich zachowań seksualnych jest już dziełem nie natury lecz kultury. Seks jest niepodobny do innych stron fizjologii skoro o tym już mowa. Od niejedzenia się umiera, nie umiera się jednak od niekopulowania. Oglądając codziennie wielkie szaleństwa, zbrodnie i nieszczęścia, jakie seks produkuje, a także ich opisy w licznych dziełach literatury i sztuki, łatwo dochodzimy do wniosku, że nie ma w ludziach chyba silniejszego popędu. Tzw. „rewolucja seksualna” lat 60 i 70 XX wieku spowodowała m.in. nieustające dyskusje społeczne na temat seksu i jego znaczenia w życiu człowieka. Choć od tamtego czasu mówimy o tym często (chyba za często), to jak mi się zdaje, dość jednostronnie. Trochę odwrotnie niż w historyjce A. De Mello: „ (…) Co mieliście dzisiaj w szkole? – zapytał ojciec swego nastoletniego syna. No, mieliśmy wykłady na temat seksu, padła odpowiedź. Wykłady z seksu? Co wam powiedzieli? Cóż, najpierw był ksiądz, który mówił nam, dlaczego nie powinniśmy tego robić. Potem lekarz mówił nam, jak nie powinniśmy. Na koniec dyrektor miał pogadankę na temat, gdzie nie powinniśmy”. Teraz mówi się a i owszem, bardzo dużo o seksie: dlaczego powinniśmy to robić, jak powinniśmy to robić, gdzie powinniśmy to robić, ile razy powinniśmy to robić itd. Wracając do rewolucji seksualnej można stwierdzić, iż mimo pewnych pozytywnych jej skutków, przyczyniła się ona także do ogromnej eksplozji literatury i filmów pornograficznych, do obsesji seksu w jakiej znalazła się nasza kultura. Sfera miłości, seksu, erotyki, coś co powinno być czymś intymnym z natury rzeczy, osobistym i prywatnym, wyrażać się poprzez fizyczną i emocjonalną bliskość między dwojgiem ludzi, jest dziś często towarem obdartym z intymności, miłości i prywatności. Obsesyjność związana z seksem jaka stała się twarzą dzisiejszego świata powoduje, że co prawda jako rzekłem od niekopulowania się nie umiera, jednak pojawienie się takiej czy innej (realnej czy wydumanej), nazwijmy to, niesprawności seksualnej, powoduje szereg nieszczęść zarówno po męskiej jak i żeńskie stronie Homo sapiens (a zatem Russell miał trochę racji!).
    Obecnie zarówno kobieta jak i mężczyzna nie zawsze są w stanie sprostać pewnym narzuconym człowiekowi kulturowo wzorom i normom seksualnym. Takie wzorce i normy są propagowane przez TV, Internet, kolorowe czytadła unieszczęśliwiając sporą rzeszę ludzi. Skoro wyraziłem już pogląd, iż trąbi się dziś o seksie dużo, znacznie więcej niż o np. o miłości, warto zauważyć następujący truizm – można mówić o rzeczach tych różnym językiem i na rozmaite sposoby … Zilustrujmy to takim oto prostym przykładem. O miłości i seksie można mówić np. językiem poezji:
    „Miłość to znaczy popatrzeć na siebie, .
    Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
    Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
    A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
    Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
    Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.
    Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,
    żeby stanęły w wypełnienia łunie.
    To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:
    Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.”
    Cz. Miłosz

    W jednym ze swoich komentarzy napisałem, że seks człowieka zaczyna się w głowie (myśląc wówczas raczej o względach psychologicznych). Wróćmy do tego stwierdzenia i spróbujmy zobaczyć jak opisałby podobną sprawę medyk specjalizujący się w budowie i działaniu naszego mózgu.
    „Miłość to znaczy popatrzyć na siebie
    Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
    Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.” Tę część opowieści poety specjalista od mózgu mógłby zapisać np. tak: płaty skroniowe rozpoznały drugą osobę, lewy płat skroniowy dokonał oceny estetycznej (rzeczony przykładowy osobnik pomyślał np. „niezła kobitka …”), nastąpiła wymiana spojrzeń – skrzyżowanie wzrokowe, piękny zapach perfum marki … – opuszka i pasmo węchowe … Oczywiście określone fazy miłości, odczuwania i zaangażowania, związane są ze wzrostem aktywności neuroprzekaźników, których wpływ na ośrodki mózgowia skutkuje szeregiem reakcji pozwalających nam na „pełne” przeżycie tego uczucia, wyzwoleniem również odpowiedzi neurologicznych obwodowych, takich jak: przyśpieszenie czynności serca, wzrost ciśnienia tętniczego, uczucie gorąca, nadmierne pocenie, różne reakcje skórne, niepokój, a także zaburzenia funkcji wielu narządów wewnętrznych co z pewnością odnaleźć moglibyśmy w tak czynionym opisie. Lećmy dalej: „A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie, Ze zmartwień różnych swoje serce leczy, Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu”. Skoro i ptak i drzewo coś mówią to sądzić można, że następuje proces zakochania i euforii (zwoje przednie). W fazie zauroczenia dochodzi do wzmożenia aktywności monoamin, w tym dopaminy (podstawowy neuroprzekaźnik wpływający na procesy emocjonalne i wyższe czynności psychiczne w układzie limbicznym). Wzrost jej aktywności prowadzi do wystąpienia uczucia zadowolenia, euforii oraz intensyfikacji uczuć. „Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć, żeby stanęły w wypełnienia łunie”. Jeśli opisywany osobnik i siebie i rzeczy chce użyć i używa – mamy i seks (stosunek, erekcja, orgazm itd.) tu można mówić o komórkach BNST, gdy dochodzi do połączenia partnerów możemy odnotować aktywność układu autonomicznego….. Tu zmierzam do końca tak opisywanych historii (by dłużej nie nudzić – choć nudzenie to moja specjalność): „To nic, że czasem nie wie, czemu służyć: Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.” Jeśli opisywany człowiek przypomni sobie przykładowo, iż zdradził swoją żonę (zauroczony urodą żony czyjejś – na wskutek aktywności onych określonych części swojego mózgu, rozmaitych neuroprzekaźników, hormonów itp.), to wspomniane „wypełnienie łuny” może skruszonego biedaka doprowadzić do przegrzania płata czołowego – bowiem tam się ponoć rodzą wyrzuty sumienia i moralność. Oczywista taki opis byłby pełen gdybym wymienił wszystkie neuroprzekaźniki, neurohormony, hormony i takie tam różne inne….. Skrótowo można przedstawić to tak – serotonina ma związek z satysfakcją seksualną, orgazmem; dopomina – z pożądaniem, fazą zakochania i kryzysem; oksytocyna – poczuciem bliskości między partnerami, regulacją zachowań seksualnych; endorfiny z przyjemnością, rozkoszą, zadowoleniem; estrogeny- lubrykacją, ukrwieniem łechtaczki i warg sromowych, czuciem (a także pożądaniem – o czym powiem w innym miejscu); testosteron- podnieceniem, pożądaniem, fantazją erotyczną … itd. itd. itd. Nie chcę ciągnąć tego dłużej i kończę już tę część komentarza wyjaśniając przedtem jedną tylko kwestię. Radix Pfaffiae Panuculatae, jak możemy przeczytać wyżej, to surowiec o działaniu wzmacniającym w stanach wyczerpania fizycznego i psychicznego i podnoszący libido. Pozwoliłem sobie zatem tę część komentarza umieścić w tym właśnie miejscu. Dla porządku dodam także na koniec, że o miłości i seksie postaram się w dalszych częściach komentarza pisać językiem dawnych zielarzy i współczesnych fitoterapeutów. Pozdrawiam. C.d.n.

  • Alicja C.

    Panie Romanie, poproszę o zastaw ziółek na osłabienie seksualnego zainteresowania u mężczyzn, bo tutaj ani wiek, ani aseksualne stroje, też brak makijażu i odpowiednich perfum nie działają, też moje choroby nie bywają odpowiednio dystansujące – nie wiem czemu to przypisać, ale… może jakiś płat w mózgu niektórzy Panowie powinni sobie nacisnąć? Pan taki mądry, niech Pan coś na to wymyśli, nie każdy lubi być postrzegany jako obiekt seksualny, tylko z racji przynależności do danej płci. Pozdrawiam

  • […] Kolejnym afrodyzjakalnym ziołem jest tak zwany korzeń sumy (Pfaffia paniculata), nazywany także „żeń-szeniem brazylijskim”. Roślina ta wykazuje działanie wzmacniające, immunomodulujące oraz adaptogenne. Korzeń sumy wykazuje pozytywne działanie w leczeniu zaburzeń hormonalnych, impotencji, nieregularnych miesiączek, oziębłości płciowej, a także w łagodzeniu objawów okresu menopauzy. O sumie dość wyczerpująco pisze się na >>> tej stronie. […]

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>