Sierpień 2019
P W Ś C P S N
« Maj    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Archiwa

Dlaczego melisa rzadko działa uspokajająco?

Dlaczego melisa rzadko działa uspokajająco?

Melisa, dawniej rojownik, popularna roślinka o ładnej łacińskiej nazwie Melissa officinalis L., jest obecnie dostępna w każdym markecie, małym sklepie spożywczym, i oczywiście w aptekach i sklepach zielarskich. Można ją kupić w formie świeżej, intensywnie uprawianej na stymulatorkach wzrostu i nawozach (w garstce ziemi), w formie suszonej krojonej do zaparzania oraz w postaci fix – torebeczki ze zmielonym suszem do naparzania.

Melisa należy do rodziny wargowych Labiatae, lub jak ktoś woli wg nowszej nomenklatury taksonomicznej do rodziny jasnotowatych – Lamiaceae. Ze względu na mój konserwatyzm naukowy jestem zwolennikiem starego nazewnictwa i mam gdzieś zalecenia dziwnych międzynarodowych organizacji, skupiających botaników uważających się za wszechwiedzących, nowatorskich i nadających sobie bezpodstawnie i co gorsze – wzajemnie uprawnienia do wnoszenia zmian w różnych dziedzinach nauki (zgodnie z zasadą krąg wzajemnej adoracji). Nie popieram ludzi którzy robią rewolucyjne zmiany w nauce i którzy uważają się za uprawnionych do przewracania starego porządku do góry nogami. Ci współcześni do pięt nie dorośli taksonomom i systematykom z dawnych czasów, takim jak Engler, Grossheim, Wettstein, Hegnauer, czy Linneusz.

Zostawmy jednak biurokrację w nauce i wróćmy do naszej melisy.

Oczywiście jeśli ktoś chce napić się prawdziwego naparu z melisy  od razu mówię – powinien ją wyhodować sobie na działce. Wtedy uzyska aromatyczny i wartościowy napój o cechach leku. Smak naparu jest wówczas gorzkawo-cytrynowy, ściągający, barwy herbacianej.

Po analizie farmakognostycznej paru torebek fix melisa znanych producentów byłem rozgoryczony. Sproszkowali surowiec na amen, uzyskując pył, oczywiście najwartościowszy olejek eteryczny uleciał w powietrze podczas mielenia ziela.

Frakcji listnych było tyle co kot napłakał, bowiem odsiali zmiałkowane liście i odrzucili, podczas gdy na sitach pozostały im grubsze łodyżki, łodygi, trochę kamieni, piasku i ogonków liściowych. Nie brakowało wtrętów innych gatunków roślin: trawy, tasznik, rdestów i poziewników. Pewnie rosły obok melisy, więc trafiły też i one do suszu.

Olejek eteryczny znajduje się we włoskach gruczołowych melisy. Włoski z olejkiem szybko obłamują się, a po otwarciu uwalniają olejek, dlatego surowiec nie może być zbytnio ocierany, mielony, przeładowywany, a już na pewno nie suszony w temperaturze wyższej niż 35 stopni Celsjusza.

Postarałem się i poświęciłem czas na określenie zawartości olejku w suszu fix melisa. Tradycyjną metodą Deringa nie udało mi się olejku odmierzyć. Musiałem ją nieco zmodyfikować. I teraz ile wyszło olejku? Uwaga! 0,006%. Co się stało? Hmm… Nasi cudowni producenci przerobili surowiec olejkowy w surowiec nie olejkowy, proste.

Normalnie melisa może zawierać nawet 0,5% olejku, spotkałem takie. Przeciętnie jest tego olejku 0,1-0,3%. Farmakopea Polska wymaga, aby surowiec miał przynajmniej 0,05% olejku eterycznego.

Melisa krojona kupiona w sklepie zielarskim też nie odpowiadała normom farmakopealnym. Miała tego olejku 0,01%. Smutny fakt.

Składnikami czynnymi melisy są przede wszystkim: olejek eteryczny bogaty w geranial, cytral, geraniol, linalol, cytronelal; flawonoidy (apigenina, lutelina, kwercetyna, kemferol), fenolokwasy (kwas chlorogenowy, kawowy, rozmarynowy, ferulowy) oraz triterpeny (kwas ursolowy i oleanolowy).

terpeny

Uspokajająco działa olejek eteryczny. Zatem jeśli tego olejku jest mało, melisa nie będzie działała sedatywnie.

Suma wszystkich składników nadaje melisie działanie rozkurczowe, wiatropędne (przeciwwzdęciowe), mlekopędne, żółciopędne, żółciotwórcze i antyseptyczne. Olejek eteryczny z melisy hamuje rozwój wirusów, grzybów, pierwotniaków i bakterii. Obecnie można spotkać w obrocie handlowym preparaty zawierające olejek melisowy przeznaczone do leczenia opryszczki.

Osobiście polecam po prostu smarowanie olejkiem melisowym opryszczki, zmian ospowych oraz pleśniawek na błonach śluzowych.

Dzieciom można melisę świeżą lub suchą naparzać w mleku i osłodzić miodem.

Jakie jest dawkowanie?

Melisę trudno jest spożyć w dawkach które wywołają skutki uboczne. 2-4 szklanki naparu z melisy dziennie z pewnością nie zaszkodzą. Olejek melisowy można spożywać w ilości 5-6 kropli na łyżce miodu lub cukrze.

W celu sporządzenia naparu, na szklankę wrzątku trzeba wziąć 1 łyżkę suchego rozdrobnionego ziela lub samych liści (na świeżo rozdrobnionych), albo też 2 łyżki świeżych poszarpanych listków lub ziela melisy. Parzenie powinno trwać 20 minut, pod przykryciem.

Dobra też jest nalewka na świeżym rozdrobnionym zielu lub liściach: 1 część surowca zalać 5 częściami gorącego alkoholu 40-60%, od razu zamknąć i pozostawić na co najmniej 7 dni, po czym przefiltrować. Taką nalewkę, a właściwie intrakt można zażywać 1-3 razy dziennie po 5-10 ml w połowie szklanki wody. Intraktem można także pędzlować wirusowe schorzenia skórne (opryszczka) oraz pleśniawki.

Polecam również miodek melisowy, który można sporządzić z drobno poszarpanych listków melisy. Listki zwilżyć wódką, poszarpać, zalać miodem. Miód taki można spożywać 2 razy dziennie po 1 łyżce.

Niektóre osoby mogą wykazać uczulenie na olejek melisowy, co objawi się rumieniem, świądem i pokrzywką.

Co mogę poradzić?

Najlepiej do celów leczniczych i profilaktycznych uprawiać melisę. Jeśli już decydujemy się na kupno melisy w sklepie zielarskim wybierajmy tę krojoną. Ponadto, gdy jesteśmy w Hiszpanii, Portugalii, Bułgarii, Grecji, Włoszech, zaopatrzmy się w tamtejszą melisę (jest tam jako przyprawa), bo jest lepszej jakości niż ta u nas.

melisa, czyli rojownik
2 a-d – rojownik, czyli melisa lekarska

Na obrazku widać również majerenek

źródło obrazka: August Paul Dinand, Taschenbuch der Heilpflanzen, 1939 r.

10 komentarzy Dlaczego melisa rzadko działa uspokajająco?

  • marta

    fajne to, szczegolnie na dole komentarz ze na dole widac tez majeranek hehe 😀 ale do konca nie wiem czemu rzadko dziala uspokajajaco w koncu? bo ma malo tych wlasciwosci?

  • Abrams

    @ marta

    Tu nawet nie trzeba napomnień o czytaniu ze zrozumieniem, bo stoi jak byk: „Uspokajająco działa olejek eteryczny. Zatem jeśli tego olejku jest mało, melisa nie będzie działała sedatywnie.” A wcześniej: „Sproszkowali surowiec na amen, uzyskując pył, oczywiście najwartościowszy olejek eteryczny uleciał w powietrze podczas mielenia ziela.“

  • MM

    A tak się zastanawiałam dlaczego herbatka melisowa pachnie niepodobnie do olejku melisowego – a tu się okazuje że dlatego, że tego olejku prawie w niej nie ma. 🙂

    Ja stosuję oddzielnie olejek melisowy firmy Kej, aromatyzuje nim pomieszczenie na sen. 🙂
    Olejek jest też świetny jako dodatek do odżywek czy szamponów do włosów – melisa ma zapobiegać wypadaniu włosów, a także działać pozytywnie na skórę delikatną, wrażliwą i suchą.

  • ewa

    …dawniej regularnie stosowałam melisę, ale od kilku lat powoduje u mnie silne bóle żołądka, początkowo nie kojarzyłam tego z melisą, ale okazało się, że to właśnie ona jest tego przyczyną…

  • bozena

    na uspokojenie skołatanych nerwów proponuję parzyć mieszankę melisy, serdecznika, kozłka lekarskiego i kwatu lipy lub kwiatu głogu.

  • Po kursie botaniki!

    Oj panie przeczytałem tą wzmianką o taksonomii to się załamałem, ale też prawda, że zmieniają to jak szaleni 😛

  • Roman M.

    Kto oddzielił duszę od ciała i czy człowiek jest maszyną? Czy psychiatria jest nieomylna a zioła są nieskuteczne? Czy Polaków zżera stres i jaka jest nasza kondycja psychiczna? Czy zioła mogą być skuteczne gdy boli dusza i gdy chcemy wyć z rozpaczy? Cz. III

    Melisa to znany lek dawnych zielarzy na wiele przypadłości duszy – dlatego tę część komentarza umieszczam pod tym postem p. Henryka.

    „To co rozgrywa się w ciele, nie ma istotnego znaczenia, toteż zdolność uzdrawiania wymaga czegoś więcej niż samej znajomości ciała” (T. Rolling indiański uzdrowiciel).

    W nawiązaniu do tytułu komentarza przyjrzyjmy się choć pobieżnie „bólowi duszy”. Encyklopedia definiuje ból jako: „wrażenie zmysłowe powstające pod wpływem bodźców uszkadzających tkankę. Receptory bólowe występują w skórze, błonach śluzowych, okostnej, torebkach stawowych, mięśniach czy trzewiach”. Gdybyśmy takiej definicji poszukali w księgach medycznych byłaby ona z pewnością dłuższa, pełniejsza, bardziej naukowa itd. Jednak na potrzeby mojego komentarza taka definicja zupełnie wystarczy. Ból jest zatem mówiąc najprościej, objawem jakiegoś schorzenia lub urazu który go wywołuje. Istnieje inny rodzaj bólu, który jest trudniejszy do zdefiniowania niż ból fizyczny, mianowicie „ból duszy”, czy jak kto woli – cierpienie psychiczne bądź emocjonalne. „Ból fizyczny ma w sobie tyle dobrego, że jeśli przekroczy pewną granicę, zabija. Kiedy boli nas serce, zabija nas codziennie od nowa, jednak ciągle żyjemy” (Paulo Coelho). Ból psychiczny powoduje milczące cierpienie wielu ludzi mających rozmaite problemy emocjonalne, psychiczne, duchowe, egzystencjalne itd. Cierpienie psychiczne nie bierze się zawsze z urazu fizycznego czy choroby narządowej, ale ból jaki się pojawia jest tak samo realny jak wszystkie inne odmiany bólu, a przy tym jest trudny do leczenia. Istnieją ciekawe badania pokazujące, że mózg człowieka który np. przeżył zawód miłosny działa podobnie jak mózg człowieka cierpiącego na chroniczny ból fizyczny (te same części mózgu wykazują podobną aktywność). Szerokie spektrum „bólu duszy” to coś co ciężko klasyfikować i wrzucać do konkretnej szufladki pod hasłem: „psychiatria”, psychologia”, „stres”, „trauma”, „neurologia” itd. Na ogół cierpienie fizyczne spotyka się ze zrozumieniem a chory doświadcza współczucia i przyjaznych uczuć. Inaczej jest z bólem psychicznym. Często jego znaczenie jest umniejszane, traktuje się go mniej poważnie, ponieważ „wszystko tu dzieje się w głowie”. Sytuację osób cierpiących z powodu bólu psychicznego (emocjonalnego) pogarsza dodatkowo piętno, które przylgnęło w świadomości społecznej do „niezrównoważonych”, „nadmiernie lękliwych”, „chorych psychicznie” itp. Jest to temat „morze”. Mówiąc bardziej medycznie – by nieco zawęzić temat. Ból psychiczny może pojawiać się np. w przypadkach uzależnień, wówczas gdy przeżywamy silne niepokoje i lęki, depresję, rozpacz, hipochondrię, ból psychogenny, agrofobię, zaburzenia łaknienia (anoreksję, bulimię, mieszane zaburzenia typu anoreksja / bulimia), różnorodne zaburzenia emocjonalne, nerwice, agrofobię, histerię, stres o którym już nieco wspomniałem itd. Wspomaganie tych wszystkich niedomagań ziołami jest możliwe i często bardzo skuteczne – ale to znowu temat na kilka komentarzy. Weźmy jakiś pierwszy z brzegu przykład ot choćby hipochondrię – nieuzasadnione przekonanie o istnieniu przynajmniej jednej poważnej, postępującej choroby somatycznej. Jej ciekawą odmianą jest tzw. Zespół Münchhausena. Zespół ten to kłopotliwe zaburzenie umysłowe, nazwane od nazwiska niemieckiego barona który miał bardzo dziwaczne skłonności. Charakteryzuje się on powtarzającymi się epizodami symulowania objawów chorobowych, a także natrętnym rozważaniem wymyślonej choroby. Osoby z tą przypadłością często tak dobrze symulują, że są hospitalizowane, poddawane przeróżnym badaniom – wprowadzają w błąd lekarzy (chyba, że trafią na doktora Hause). Naukowcy twierdzą, że choroba ta rozwijać się zaczyna w dzieciństwie (niestabilne relacje z otoczeniem, próba pozyskania zainteresowania i troski bliskich etc.). Medycyna jest tu często bezradna – nie ma sposobu na farmakologiczne leczenie hipochondrii (można farmakologicznie łagodzić towarzyszące jej objawy jak: podenerwowanie, dolegliwości bólowe, stany lękowe itp.). Psychiatrzy uważają, iż za hipochondrią kryją się takie choroby jak utajona depresja, nerwica, schizofrenia i w tym kierunku podejmują czasem leczenie. Jeśli czytający oczekuje, że przedstawię w tym miejscu jakiś cudowny nie farmakologiczny sposób poradzenia sobie z tą przypadłością, z pewnością się zawiedzie. Nie przedstawię. Nie oznacza to jednak, że mądra, akademicka medycyna nie może szukać jakichś innych, może i mniej naukowych sposobów. Zielarze mogliby np. zalecić spróbować ogórecznika, rumianu szlachetnego, melisy (skutecznej w nerwicy wegetatywnej – która rzeczywiście często towarzyszy hipochondrii) itd. Mnie wszelako przypomniała się uwaga Basi o zwierzęcych terapeutach dobrych dla chorych na Alzheimera. Podarowanie hipochondrykowi kotka czy pieska jest czasem bardzo skuteczną metodą – kieruje uwagę chorego na zwierzęcego pupila (w takim wypadku wzrosną dochody weterynarza).

    Reasumując.
    1. Istnieje ścisłe powiązanie pomiędzy działaniem naszego ciała na poziomie fizycznym, emocjonalnym, umysłowym, duchowym. Rozbicie człowiek na dwa kawałki duszę i ciało – to nonsens. Cała nowoczesna psychologia jednym głosem potwierdza ten pogląd i przeczy kartezjanizmowi. Stany naszego ducha też wpływają na nasze ciało czemu nie mogą przeczyć najbardziej zatwardziali somatycy. Oto dwa wymowne przykłady. Jak podaje „New England Journal of Medicine” dowiedziono, iż długo utrzymująca się złość przyczynia się do powstania chorób serca (podnosi ciśnienie krwi itd.). Jeśli kogoś jeszcze nie przekonałem to przywołam tu przykład drugi – badania opublikowane w piśmie The Lancet” (D. Spiel i inni 1989). Badania dotyczyły kobiet z przerzutowym rakiem sutka. Podzielone je na dwie grupy. Obydwie grupy leczono tak samo (chemioterapia, operacje chirurgiczne, naświetlenia i leczenie farmakologiczne). Jednej z grup „dodano” przez rok cotygodniowe około 90 minutowe spotkania (coś na kształt grupy wsparcia). Kobiety te podczas spotkań regularnie wyrażały swoje uczucia, opowiadały o chorobie (również i o obawach dotyczących śmierci, zeszpecenia, porzucenia przez męża itp.). Pięć lat później wszystkie kobiety z grupy porównawczej (którym tylko zaordynowano klasyczne leczenie) zmarły. Kobiety które uczestniczyły w spotkaniach żyły przeciętnie dwa razy dłużej niż pozostałe, okres między pierwszym przerzutem a śmiercią był znacznie dłuższy itd. Konkludując – nawet jeśli nie rozstrzygniemy co jest przyczyną wyczerpania organizmu czy decyduje bardziej sfera psychiczna czy fizyczna, to przecie możemy tak czy siak stwierdzić, że obie wpływają na siebie potęgując negatywne lub pozytywne skutki.
    2. Zioła nie powinny być przeciwstawiane lekom syntetycznym. Nie sądzę aby medycyna mogłaby obyć się bez „chemicznych psychiatrycznych wynalazków”. Jednak leki ziołowe mogą, a nawet często powinny, być stosowane łącznie lub uzupełniająco z lekami syntetycznymi. W pewnych przypadkach zioła mogą nawet zastąpić pigułki. Leki roślinne, podobnie jak nowoczesne wyroby koncernów farmakologicznych wpływają na stan aktywności ośrodkowego układu nerwowego (przez hamowanie lub pobudzanie). Mogą też zmieniać aktywność funkcji psychicznych, działać: przeciwlękowo (np. kava – kava) , przeciwdepresyjnie (np. dziurawiec), przeciwpsychotycznie (np. rauwolfia). Działanie ziół też może być związane z ich wpływem na procesy emocjonalne. Lek galenowy, podobnie jak syntetyczny, może wpływać hamująco na objawy: lęku, podniecenia, agresywności, niepokoju itd.
    3. Zielarze byli na ogół bardziej odporni na poglądy Kartezjusza i zawsze brali pod uwagę współzależność „psyche” i „soma”. Leczenie ziołami to leczenie całego organizmu, wielokierunkowe, w którym chodzi o dotarcie do źródła zaburzenia równowagi fizycznej i psychicznej zamiast leczenia objawów. Dlatego gdy pisałem o stresie wymieniłem np. zioła na wątrobę. Zielarze uważają bowiem, że musi ona skutecznie działać i usuwać produkty przemiany materii z krwiobiegu – inaczej odbija się to niekorzystnie na naszym układzie nerwowym. Źle działająca wątroba ma wpływ na stany apatii, depresji, ból głowy itp. Goryczki i inne substancje „ziół wątrobowych” w takim przypadku oddziaływają na całe ciało. Wymienię tu tylko kilka roślin: łopian, rumianek, mniszek, nagietek, rozmaryn itp. Zatem zielarz uważają, iż warto używać roślin „wątrobowych” by wpływało to na układ nerwowy itp. Stosowanie farmaceutyków w terapii chorób umysłowych jest powszechną metodą leczenia, której skutki wcale nie są jednoznaczne. Terapia farmakologiczna wpływa na biologiczne mechanizmy działania naszego organizmu, na mechanizmy działania mózgu. Lek współczesnej medycyny to taki działający wybiórczo syntetyczny pocisk. Cóż jednak jeżeli lekarz pomyli się w diagnozie (eksperyment D. Rosenhana)?
    3. Postęp naukowy w dziedzinie diagnostyki medycznej i biochemii jest fascynujący ale też wymaga pewnego sceptycyzmu. „Lekarze mniemają, że wiele pomogli choremu gdy potrafili nazwać chorobie odpowiednią nazwę” powiedział niegdyś znany filozof I. Kant. Wspomniałem w I części komentarza o klasyfikacjach chorób psychicznych (DSM). Pierwsza klasyfikacja DSM obowiązująca do 1968 r. zawierała tylko 106 definicji chorób psychicznych i liczyła 130 stron. IV edycja DSM liczy 886 stron i opisuje 300 patologii. W USA aby psychiatra wypisał prozac czy pokrewny lek, symptomy charakterystyczne dla depresji muszą się utrzymywać przez zaledwie dwa tygodnie. Mimo, że przybywa nam precyzyjniejszych opisów chorób, firmy farmaceutyczne wypuszczają coraz to nowe tabletki, przyjmowanych przez coraz to więcej osób, dane statystyczne pokazują, że wbrew sloganom reklamowym – pigułki szczęścia nie dają. Dziś już chyba wszyscy zdają sobie sprawę, że w tak zw. cywilizowanym świecie nadużywa się syntetycznych środków które wcale nie zapewniają szczęścia i spokoju. Może zatem leki roślinne mogą być czasami ważną alternatywą dla syntetyków działających na ośrodkowy układ nerwowy a przynajmniej trochę ograniczyć ich nadużywanie?
    4. Sytuację fitoterapii nieco symbolicznie obrazuje taka oto sytuacja. Jakiś czas temu będąc w Warszawie, zupełnie przypadkowo znalazłem się na ul. Trojdena (Uniwersytet Medyczny). Odbywał się tam jakiś kongres czy sympozjum dla lekarzy. Zauważyłem przed salą duże stoisko z książkami. Książki były ładnie wydane, kolorowe, w twardych oprawach, niezmiernie grube itd. Na obrzeżach stoiska, w miejscu mało wyeksponowanym, zauważyłem niewielką, cienką, zielonkawą książeczkę „Leki po dyplomie. Leki pochodzenia naturalnego”. Nie będę recenzował treści ale wydanie nie zwaliło mnie z nóg – 160 stron, w miękkiej oprawie, treść wydrukowana mikroskopijnym drukiem. Pomyślałem wówczas, że trochę to symboliczne. Ziołolecznictwo jest obecne w medycynie, ale trochę „na uboczu” i „małym drukiem”. Już kiedyś pisałem o naukowej wieży Babel. Istnieją liczne ciekawe prace dotyczące wykorzystania ziół. Blog p. Henryka jest najlepszym przykładem, że wiedza o leku ziołowym jest dostępna. „Nie ma chorób nieuleczalnych – brak tylko dobrej woli. Nie ma bezwartościowych ziół – brak tylko wiedzy” – takie zdanie możemy przeczytać w „Kanonie Medycyny” Awicenny (któremu chyba poświęcę choć krótki komentarz – bo ciekawa to persona) . Stosowanie roślin leczniczych w praktyce lekarskiej musi być rozsądne, poparte wiedzą i przekonaniem o ich skuteczności. Przed wieloma laty dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia powiedział: „Jeśli macie do czynienia z 30 tysiącami leków na rynku każdego kraju, żaden lekarz nie będzie posiadał wystarczającej wiedzy o leczeniu”. Lek ziołowy nie tak łatwo toruje sobie drogę w świecie medycznym. Praca nad tym by podejście świata medycyny do ziół było rozsądne, poparte wiedzą i przekonaniem o ich skuteczności – to ważne zadanie rodzącego się PTZiF.
    Pozdrawiam.

    • monika noszczyk

      mam pytanie jak leczyc osobe ktora leczy refluks inhibitorem ,brak mu ph i przemiana w zoladku i przewodzie nieistnieje..dolacza sie depreha plus nerwy w pracy..nie spi..pobudza go chmiel czyli prawie wszystkie apteczne ziolowe nasenne..ziola z serii labofarmu na uspokojenie…klu..nie spi z dwa dni..po melisie tydzien spi..naduzyl i znow nie dziala…moj asdres…monikanoszczyk@wp.pl

  • AC

    Witam
    Rozmawiałem kiedyś (przy nalewce morelowej) z technologiem pracującym w firmie, zajmującej się dystrybucją herbat „ziołowych” ekspresowych do sieci marketów. Ze zdumieniem usłyszałem od niego, że w ramach cięcia kosztów firma skupuje surowiec od firm ekstrachujących olejki eteryczne.
    Jeśli tak jest w rzeczywistości, to nic dziwnego, że większość surowców zielarskich, które możemy kupić w „sieciówkach” ma w sobie tyle aromatu co powiedzmy czarna herbata.
    Pozdrawiam
    AC

  • Karol

    Melisa działa uspokajająco tylko w odpowiednim stężeniu.A w połączeniu z lawendą, teaniną i chmielem działa wyjątkowo skutecznie. Takie połączenie mają tabletki ‚Dobranoc Plus’ które ja stosuję gdy nie mogę zasnąć.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.