Archiwa

Dlaczego waleriana (kozłek) czasem nie działa uspokajająco?

Pisałem już na blogu o melisie, wyjaśniając, dlaczego melisa dość często zawodzi. Kozłek lekarski – Valeriana officinalis L. jest obok melisy najpopularniejszym ziołem uspokajającym. Od razu trzeba powiedzieć, że uspokajająco i nasennie działa wyłącznie w dużych dawkach (nalewka w dawce 15 ml). Podobnie jak w przypadku melisy, tak i w przypadku kozłka, w obrocie często znajduje się surowiec niskiej jakości, wysuszony w temperaturze powyżej 40 stopni. Za działanie uspokajające odpowiedzialne są irydoidy, zwane walepotriatami (ok. 2%). Niestety są to związki nietrwałe, łatwo ulegające rozpadowi na świetle i w temperaturze powyżej 35 stopni Celsjusza. Surowiec źle wysuszony, nieprawidłowo rozdrabniany (w młynach temperatura sięga niekiedy 50-70 stopni Celsjusza), przechowywany (łatwo wietrzeje) oraz przetwarzany (długotrwale podgrzewany) zostaje pozbawiony najcenniejszych składników. Stąd wynikają kontrowersyjne opinie na temat skuteczności kozłka jako środka uspokajającego.
Bardzo efektywnie działa nalewka eterowo-etanolowa z kłączy kozłka, dawniej będąca w oficjalnym użyciu. Kłącze i ziele kozłka zawiera również alkaloidy pirydynowe (walerianina, aktynidyna), fenolokwasy (kwas chlorogenowy, kwas kawowy), kwas walerianowy, kwas izowalerianowy, kwas masłowy, kwas gamma-aminomasłowy, flawonoidy (apigenina, hesperydyna), olejek eteryczny (ok. 0,8-2%) bogaty w monoterpeny (borneol, kamfen, p-cymen, estry borneolu, limonen) i seskwiterpeny (kwas walerenowy i jego pochodne, walerenol, bisabolen, kadinen, waleranon).
Nalewkę kozłkowąTinctura Valerianae przyjmować doustnie w dawce 10-15 ml w 100 ml wody.
Macerat ze świeżego rozdrobnionego kłącza kozłkaMaceratio Valerianae bogaty jest w walepotriaty i należy do najcenniejszych, ale zarazem najbardziej kłopotliwych przetworów walerianowych. Macerat taki można sporządzić zalewając 2 łyżki świeżego surowca 200 ml wody chłodnej i przegotowanej z dodatkiem 30 ml etanolu 70%; odstawić na 4 godziny, po czym przecedzić i zażywać w dawce 50-100 ml 2-4 razy dziennie. Przygotowaną porcję maceratu trzeba spożyć w ciągu doby.
Sproszkowane kłącza kozłka
Pulvis Rhiz. Valerianae zalecano w dawce 0,5-1 g 3-5 razy dziennie. Skuteczne są dawki 5-6 g sproszkowanego kłącza 1-2 razy dziennie.
Napar z kłączy jest najmniej wartościowym przetworem walerianowym, działa jedynie antyseptycznie, wiatropędnie, żółciopędnie i rozkurczająco.
W 2004 roku przeprowadziłem badania skuteczności nalewki kozłkowej 1:5 sporządzonej na etanolu 40 i 70%. Nalewkę sporządzano na zimno ze świeżego i suchego kłącza z korzeniami po uprzednim rozdrobnieniu. Maceracja trwała 5 dni. Nalewki podawano trzodzie chlewnej i drobiu. Wszystkie warianty nalewki sporządzonej na zimno wykazały działanie uspokajające i przeciwlękowe, bez względu na to czy były sporządzone na świeżym czy suchym kłączu.
Jeżeli ktoś zdecyduje się ekstrahować kozłek eterem, to polecam krople Hoffmann’a. Płyn HoffmanaSpiritus aethericus; Liquor anodynus Hoffmani (czasem pisany jako Hoffmanna, abo Hofmana) to mieszanina etanolu 96-99,8% (75 ml, albo 75 części) z eterem dietylowym (25 ml, albo 25 części); albo inaczej: 1 część eteru na 3 części etanolu, zatem na to samo wychodzi. Stosowany zewnętrznie do przemywania skóry jako środek odkażający i odtłuszczający (oczyszczający). Ponadto doustnie przy omdleniach i osłabieniu na cukrze (20-30 kropli). Dawniej uznawany za środek podniecający. Wielokrotnie stosowałem te krople z bardzo dobrym skutkiem. W XIX i na początku XX wieku wchodził również w skład preparatów zawierających wyciąg z chinowca (chinina), kłączy imbiru (Zingiber) i wodą (spirytusem) amoniakalno-anyżową Liquor ammoni anisatus (preparaty pobudzające, cucące). Krople Hoffmanna połączone z chmielem, walerianą, tatarakiem i melisą działają uspokajająco, przeciwdepresyjnie i przeciwnerwicowo. 100 g kłaczy kozłka należy zalać 300 g kropli Hoffmann’a. Macerować w szczelnym słoju przez 7-10 dni, po czym przefiltrować. Kozłek na kroplach Hoffmanna zażywać 2-3 razy dziennie po 5 ml na cukrze lub miodzie przy nerwicach wegetatywnych, kołataniu serca, dusznicy, omdleniu, osłabieniu, silnego zdenerwowania, lęku i stresu.
To, czy preparat na kozłku działa zależy od wielu czynników:
1. Kozłek musi być przetwarzany i ekstrahowany w temperaturze nie przekraczającej 30 stopni, co w warunkach przemysłowych jest trudne do realizacji.
2. Kozłek nie może być sterylizowany promieniami UV ani w autoklawie (wiele wytwórni leków stosuje te metody, aby pozbyć się z surowca skażeń mikrobiologicznych).
3. Dawka kozłka musi być wystarczająco duża: powyżej 100 mg ekstraktu 6:1 (6 części kozłka na 1 część rozpuszczalnika), pod warunkiem , ze jest przygotowany na zimno.

Tinctura Valerianae aethereanalewka kozłkowa na eterze (dawne Farmakopee, np. FP III)  jest bardzo skuteczna. Jest to ciecz żółta o zapachu i smaku kozłkowo-eterowym. Aby ją przygotować wg Farmakopei Polskiej III należy rozdrobnić kłącza kozłka, tak aby surowiec przeszedł przez sito o oczkach 0,5 mm. 200 części rozdrobnionych kłączy należy zalać 1000 cz. Spiritus aethereus. Spiritus aethereus, czyli spirytus eterowy to mieszanina eteru 250 części z etanolem 95% 695 części i wodą destylowaną 55 części.
Zalane spirytusem eterowym kłącza kozłka maceruje się 7 dni, po czym przefiltrowuje. Dawkowanie: 30 kropli 1-2 razy dziennie.

3 komentarze Dlaczego waleriana (kozłek) czasem nie działa uspokajająco?

  • Roman M.

    Kto oddzielił duszę od ciała i czy człowiek jest maszyną? Czy psychiatria jest nieomylna a zioła są nieskuteczne? Czy Polaków zżera stres i jaka jest nasza kondycja psychiczna? Czy zioła mogą być skuteczne gdy boli dusza i chcemy wyć z rozpaczy? Cz. I

    Wykorzystując ostatni dzień urlopu postanowiłem zrobić porządek w swojej ziołowej spiżarni. Przy okazji przeglądu ziół i prostych preparatów galenowych (zrobionych często wg receptury p. Henryka – najczęściej nalewki i ich mixy) naszła mnie taka oto refleksja. Najwięcej roślin i preparatów, jakie zużywam na potrzeby moich znajomych, to wszelkiego rodzaju: „uspokajacze”, „wyciszacze” (by użyć sformułowań nie zupełnie medycznych), zioła i preparaty antydepresyjne, przeciwlękowe, adaptogenne itp., słowem – środki „kojące duszę”. Praktycznie zawsze schodzą mi: melisa, kozłek, maczek kalifornijski, tarczyce bocznokwiatowa i bajkalska, chmiel, dziurawiec, owies, lawenda, rumianek, lipa, serdecznik i rośliny adaptogenne które uprawiam z większym lub mniejszym powodzeniem. Dlatego pozwoliłem sobie na niniejszy komentarz.
    Popularnym ziołem bardzo wartościowym dla duszy, że się tak wyrażę, jest kozłek – o ile, jak napisał wyżej p. Henryk, jest on dobrej jakości, w odpowiedniej dawce i w wartościowym preparacie. W dzisiejszym komentarzu powtórzę i rozwinę niektóre wątki które już wcześniej wypowiedziałem przy innej okazji. Nie bardzo pamiętam czy pisałem już o tym, że medycyna jest częścią kultury i wraz z nią podlega ciągłym zmianom. Postrzeganie choroby, jej źródeł, sposobu leczenia, język opisu określonych rzeczy itd. – wszystko to ulega ciągłym przemianom, wraz ze zmieniającą się kulturą. O kozłku pisano przed wiekami, że „koi duszę” albo jak ksiądz Kluk (który po prawdzie był bardziej przyrodnikiem niż typowym zielarzem): „Korzeń tey rośliny ma wielkie skutki lekarskie, a osobliwie na nerwy, i w chorobach z nieporządku osłabionych nerwów pochodzącego (…) ”. Dzisiejsze publikacje mówią dłużej i precyzyjniej, innym językiem (z którego znikły już takie określenia jak „dusza”, „duch” itp.), iż preparaty z kozłka mogą być środkiem psychotropowym bowiem zmniejszają spontaniczną aktywność ruchową, osłabiają stany niepokoju, uczucia strachu i zagrożenia a nawet agresywność. Działają: anksjolitycznie, uspokajająco w stanach napięcia nerwowego, niepokoju, rozkojarzeniu, zmniejszonej koordynacji ruchowej, przy trudnościach w zasypianiu, w uczuciu zagrożenia i w niektórych dolegliwościach spowodowanych zaburzeniami czynnościowymi np. przyspieszonej czynności serca na tle nerwowym, w bólach głowy, pulsowaniu w skroniach, zawrotach głowy i zaburzeniach naczynioruchowych skóry. Jako lek przeciwskurczowy stosuje się kozłek w nerwicach wegetatywnych. Jest przydatny także „ (…) w zaburzeniach równowagi psychicznej (neurodystonia), załamaniu nerwowym (prostratio nervosa), psychonerwicowej manii chodzenia (tasikinesia), zaburzeniach emocjonalnych z objawami napięcia (tensio), lęku (angor), podniecenia (excitatio) oraz pobudzenia (agiotatio), trudnościach adaptacyjnych do środowiska, zaburzeniach rytmu dobowego, oraz zmniejszonej zdolności do koncentracji.” Pozwoliłem sobie na przywołanie dużego fragmentu dotyczącego kozłka z jednej z książek, by nieco uzasadnić umieszczenie części komentarza w tym właśnie miejscu. Również i dlatego, by zadać kłam stwierdzeniom, iż zioła są mało użyteczne w obszarze psychiatrii, neurologii czy nawet psychologii. Dla jasności: w wyniku postępującej specjalizacji ustalił się w nauce podział, że zaburzeniami funkcji psychicznych zajmują się psychiatrzy, zaburzeniami innych czynności układu nerwowego (np. będącymi następstwem chorób rdzenia kręgowego czy nerwów obwodowych) neurolodzy. Psycholodzy zaś badają mechanizmy i prawa rządzące psychiką oraz zachowaniami człowieka. Jednak obszary te przenikają się wzajem. W publikacji medycznej, wydanej w ostatniej ćwierci XX wieku, przeczytałem kilka dni temu co następuje: „(….) Leczenie chorób psychicznych i neurologicznych stanowi wyspecjalizowaną dziedzinę medycyny (…) dysponującą środkami leczniczymi o sprawdzonej, dużej skuteczności. Zastępowanie ich metodami fitoterapii nie byłoby rozsądne, ponieważ godziłoby w dobro chorych. (…) Skuteczność ziołolecznictwa jest wątpliwa a związane z tym ryzyko dla zdrowia chorego jest zbyt wysokie (…)” itd. Gdyby autor wpierwej choć trochę krytycznie podszedł do klasycznej medycyny (a w szczególności do psychiatrii), zignorowałbym takie stwierdzenie i odłożył rzeczoną księgę na półkę, bez słowa komentarza. W takim przypadku muszę jednak słów kilka napisać. Kiedy przyjrzymy się nieco bliżej pewnym rzeczom, nie jawią się one tak pięknymi jakimi wydają się w pierwszej chwili. W ZSRR, w czasach realnego socjalizmu, rozeszła się kiedyś wieść gminna głosząca, że na Placu Czerwonym w Moskwie rozdają samochody. Co bardziej dociekliwi Rosjanie zbadawszy sprawę odkryli zupełnie inną prawdę. Otóż okazało się, że nie na Placu Czerwonym ale pod Pałacem Zimowym, nie w Moskwie ale w Leningradzie, nie samochody tylko rowery, nie rozdają tylko kradną. Wracając do meritum. Druga połowa w. XX to istotne zmiany jakie zachodzą w psychiatrii – pojawienie się nowych leków i metod diagnostycznych. W 1952 roku została wprowadzona chloropromazyna (pierwszy neuroleptyk), w 1957 pierwszy trójpierścieniowy lek przeciwdepresyjny (imipramina), w 1960 – pierwsza benzodiazepina (chlorodiazepoksyd). Pojawiają się rozmaite metody diagnostyczne: scyntygrafia (1957), tomografia komputerowa (1962), rezonans magnetyczny (1982). Pojawiają się coraz to nowe międzynarodowe klasyfikacje chorób psychicznych (DSM I 1952, DSM II 1968) itd. Wszystko to pięknie ale….. . Bodaj w czerwcowym numerze „Medical Tribune” opisano eksperyment D. Rosenhana (1972 rok). D. Rosenhan (1929 – 2012) był psychologiem. Eksperyment jaki zaprojektował, przeprowadził i opisał składał się z dwóch części. W pierwszej części ośmiu zdrowych psychicznie uczestników zgłosiło się do 12 amerykańskich placówek psychiatrycznych. „ (…) Przy przyjęciu zgłaszali obecność halucynacji pod postacią mało wyraźnych przytłumionych monotonnych głosów (…) co miało symulować nieistniejącą w gruncie rzeczy „psychozę egzystencjalną”. Poza tym nie prezentowali innych odbiegających od normy zachowań, fakty biograficzne były zgodne z ich liniami życiowymi, a zachowania odwzorowywały to co prezentowali poza szpitalem (…)”. Okazało się, iż zdiagnozowano rozmaite choroby np. psychozę maniakalno – depresyjną, schizofrenię itd. Wszędzie zalecono farmakoterapię, hospitalizowano uczestników eksperymentu nawet do 52 dni itp. Co więcej „(…) W drugiej części eksperymentu w jednej z naukowych placówek psychiatrycznych dokonano oceny 193 leczonych tam pacjentów. Następnie poproszono członków zespołu ośrodka o wydanie opinii co do diagnozy. Część personelu uznała, że prezentowane objawy są wynikiem symulacji, tymczasem do placówki kierownik eksperymentu nie wysłał żadnej osoby wcielającej się w pseudopacjenta (…)”. Nie muszę Państwu opisywać jakie poruszenie w świecie medycznym wywołał opis eksperymentu zamieszczony w „Science”. Nie chcę prowadzić krucjaty przeciw psychiatrii ani dyskredytować współczesnej medycyny (choćby dlatego, że nie mam w tym żadnego celu i brak mi kompetencji). Chcę tylko raz jeszcze powiedzieć, iż nie wszystko jest tak piękne jak z pozoru wydawać by się mogło. Czas zatem zmienić nieco tor komentarza. „Cóż z tego, że człowiek zyska cały świat, jeśli straci przy tym swoją duszę?” – taką mądrość możemy przeczytać w Biblii. W medycynie niestety (!) „stracono” duszę, ostała się ona, póki co, jeszcze w filozofii i religii. Dusza (z łac. „anima”, z gr. „psyche”) w filozofii oznacza pierwiastek życia. Wielu filozofów przyjmuje, że dusza rozumna to obok materialnego ciała element człowieka, jego bytu. Kartezjusz siedemnastowieczny filozof, którego przywołałem w jednym ze swoich komentarzy, dokonał teoretycznego rozdzielenia umysłu i ciała. Wg Descartesa dusza jest rzeczą myśląca (res cogitans), materia zaś to rzeczą rozciągła (res extensa). „(…) żadne właściwości cielesne nie są – jego zdaniem – związane z istnieniem duszy, wbrew dawnym poglądom greckim, według których dusza po części była także czynnikiem życia. Obecnie dusza została pojęta wyłącznie jako czynnik myśli i świadomości, życie zaś zostało przesunięte w całości do sfery przedmiotów materialnych i pojęte jako proces czysto materialny (…)” . Taki dualizm duszy i ciała rodził daleko idące konsekwencje. Kartezjusz orzekł bowiem konsekwentnie w swoim rozumowaniu, iż wszystkie bez wyjątku sprawy w organizmie człowieka to sprawy czysto mechaniczne. Taki mechaniczny pogląd na budowę i czynności żywego organizmu (człowiek – maszyna) stał się dla medycyny dość atrakcyjny. Dość dobitnie swoje poglądy przedstawił Kartezjusz w swoim dziele Traité de l’ Homle. Pisał tam m.in.: „(…) wszystkie funkcje jakie przypisałem tej maszynie jak trawienie mięsa, bicie serca (…) jawa, sen (…) utrwalanie idei w pamięci, ruchy wewnętrzne pragnień i uczuć (….) ruchy zewnętrzne wszystkich członków (…) są w tej maszynie naturalnym następstwem jedynie układu narządów, zupełnie tak samo jak ruchy zegara lub jakiegokolwiek układu kółek i że w ten sposób nie ma żadnej potrzeby przyjmowania w niej tutaj jeszcze jakiejś duszy (…)”. Niektórzy filozofowie XVII i XVIII wieku odrzucili zupełnie istnienie duszy tłumacząc, iż wszelkie zjawiska duchowe – to tylko tak naprawdę sprawy materialne (odwrotnie niż u Wergiliusza który mówił, iż to „duch rusza materią”). Takie poglądy przenikały również i do medycyny. W medycynie materialistycznej inaczej ujmowano choroby niż było to wcześniej. W psychiatrii w XIX toczył się na tym tle istotny spór między „somatykami” i „psychikami”. Dla tych pierwszych istotą choroby psychicznej były zmiany w mózgu, dla drugich zaś – przyczyna choroby tkwi w duszy (która jest różna od ciała) a zmiany w mózgu występują wtórnie – jako następstwo właściwej choroby. Innymi słowy spór ten tyczył tego czy choruje najpierw ciało a za nim strona psychiczna, czy odwrotnie. Jak widzimy problem czym jest dusza i ciało i jaki mają na siebie wpływ to nie tylko zagadnienie filozoficzno – religijne ale też i biologiczno – medyczne. Pozostawiając te rozważania nieco na boku nie trudno jednakowoż skonstatować, iż rozdzielenie duchowych i fizycznych aspektów życia doprowadziło do odmiennego niż wcześniej traktowania człowieka i jego problemów, również zdrowotnych. Wyprowadzono z takiego rozumowania wniosek, że nie istnieją powiązania pomiędzy tym co czujemy a tym w jakim stanie znajduje się nasze ciało (albo są one drugorzędne i w terapii nie mają większego znaczenia). Choroby, w takim rozumieniu, to raczej zagadnienie dla patologów niż specjalistów od emocji. Lekarzom łatwiej zgłębiać teorię chemicznej nierównowagi mózgu niż np. teorie związane z przeżyciami i emocjami, ze zdarzeniami jakie przytrafiły się ich pacjentom (brakiem miłości, poczuciem osamotnienia, traumami z dzieciństwa itp.). Prawdą jest, iż substancje chemiczne zwane neurohormonami lub neuroprzekaźnikami przenoszą informacje do komórek nerwowych i pomagają przesyłać impulsy nerwowe z jednej komórki do drugiej. Nadmiar lub niedobór określonego neuroprzekaźnika zakłóca nie tylko procesy chemiczne w mózgu, wpływa też na kondycję psychiczna i emocjonalną i może to oddziaływać na cały organizm. Serotonina np. ułatwia sen, obniża wrażliwość na ból, powstrzymuje agresję, działa antydepresyjnie itd. Jednak patrzenie na człowieka jak na „maszynę bez ducha” jest chyba pewnym uproszczeniem. Poza tym działa to i w drugą stronę. Stan naszego ducha także wpływa na nasz mózg. W jednym ze swoich komentarzy pisałem, iż metody obrazowania czynności mózgu pozwoliły ustalić, że uporczywe obniżenie nastroju i przygnębiające myśli sprawiają, że w metabolizmie mózgu zachodzą istotne zmiany. Część „myśląca” mózgu wyłącza się a włącza część „emocjonalna”. Powoduje to obniżenie sprawności myślenia i pogorszenie pamięci itp. Medycyna akademicka redukując często problemy natury psychicznej do poziomu biochemicznego (co jest poplonem spojrzenia na człowieka jak na maszynę – jakie wykreował Kartezjusz), zakłada, że leki skutecznie usuną lub przynajmniej dobrze ukryją schorzenia i można przywrócić łatwo normalne funkcjonowanie organizmu. Bardzo to duże uproszczenie. Z całą pewnością łatwiej zapisać jeden z dziesiątków leków np. podnoszących poziom serotoniny niż wejść w głęboką relację człowiek – człowiek a rozmaite ubezpieczalnie, niemal we wszystkich krajach, bardziej są nastawione na refundację środków psychotropowych niż np. psychoterapii. Cóż, takie czasy nie ma co nad tym biadolić.

  • Patryk

    Skąd wziąć taki korzeń,który jest prawidłowo wysuszony,czy robienie naparów z takiego korzenia również uspokaja?

  • Sabina

    Mam bardzo ważne pytanie, ponieważ nie wiem czy dobrze zrobiłam. 3 godziny temu przyjęłam dwie tabletki sproszkowanego kozłka lekarskiego (razem 800mg) i po tym czasie wypiłam Theraflu Extra grip (650mg paracetamolu,10mg Phenylephrini hydrochloridum, 20mg Pheniramini maleas. Czy kozłek może wejść w jakieś niebezpieczne interakcje z tym środkiem przeciwgorączkowym?
    Będę wdzięczna za szybką odpowiedź

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>