Punkt wyjścia: prawna próżnia i błąd nazewniczy
W polskim porządku prawnym zielarz i fitoterapeuta nie są zawodami regulowanymi. Figurują wyłącznie w klasyfikacji zawodów i specjalności, wprowadzonej rozporządzeniem Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 7 sierpnia 2014 roku, gdzie widnieją pod jednym połączonym kodem 323012 jako „zielarz-fitoterapeuta”, w grupie 323 obejmującej praktykujących niekonwencjonalne lub komplementarne metody terapii, obok naturopaty (kod 323009). Sama obecność w wykazie nie reguluje ani ścieżki kształcenia, ani uprawnień, ani odpowiedzialności zawodowej. To jest ta próżnia, w której, jak zauważam od lat na blogu „Medycyna dawna i współczesna” (rozanski.li), bujnie rośnie właśnie to, co ustawodawca później próbuje ścigać zakazami.
Uważam, i pisałem o tym wielokrotnie, że samo złączenie w wykazie nazwy „zielarz-fitoterapeuta” było błędem. Wciąga ono zielarza w sferę leczenia i czyni jego usługi prawnie niepewnymi, a jednocześnie rozmywa odpowiedzialność fitoterapeuty, który realnie wkracza w medycynę. W artykule „Moje rozterki nad zawodem zielarza, fitoterapeuty i naturopaty” wskazywałem, że terapia i leczenie są domeną profesjonalistów sfery zdrowia, a nie rzemiosła, i że izba rzemieślnicza nie ma tytułu do egzaminowania w zawodzie związanym z leczeniem. Ustawa o rzemiośle wprost wyłącza z rzemiosła usługi lecznicze. Punktem wyjścia każdej rozsądnej regulacji musi więc być rozdzielenie tych dwóch profesji, a nie ich dalsze zlepianie.
Rozróżnienie pojęć
Porządek zaczyna się od definicji. Zielarstwo to uprawa, pozyskiwanie, suszenie, przechowywanie i przetwarzanie surowca zielarskiego, czyli działalność bliższa farmacji stosowanej, ogrodnictwu i towaroznawstwu niż terapii. Zielarstwo nie jest tożsame z ziołolecznictwem. Zielarz wytwarza i ocenia surowiec, prowadzi jego identyfikację botaniczną i analizę jakościową, ale nie stawia rozpoznania i nie prowadzi chorego.
Fitoterapia to metoda leczenia preparatami roślinnymi, a fitoterapeuta jest w istocie osobą leczącą. Samo pojęcie fitoterapii ma rodowód ściśle lekarski. Termin phytothérapie wprowadził francuski lekarz Henri Leclerc (1870–1955) w 1913 roku, a rozwinął go w dziele Précis de phytothérapie z 1922 roku. Fitoterapeuta dobiera preparat do jednostki chorobowej, uwzględnia dawkę leczniczą i toksyczną, interakcje z lekami syntetycznymi, przeciwwskazania i stan pacjenta. To jest czynność z pogranicza medycyny i farmakologii klinicznej, nie zaś obrót towarem.
Naturopatia, dla porządku, opiera się na diecie i czynnikach fizycznych stymulujących samoleczenie, i stanowi trzecią, odrębną kategorię, której w tym eseju nie rozwijam, choć jej uregulowanie widzę analogicznie.
Z tego rozróżnienia płynie cała reszta. Zielarz i fitoterapeuta różnią się przedmiotem działania, poziomem ryzyka dla pacjenta i wymaganą kompetencją. Dlatego wymagają dwóch odrębnych ścieżek kształcenia i dwóch różnych trybów nadzoru.
Zielarz: zawód szkolny, od poziomu średniego do wyższego
Zielarza widzę jako zawód szkolny w pełnym tego słowa znaczeniu, wpisany do klasyfikacji zawodów szkolnictwa branżowego. Wpisanie zawodu do wykazu zawodów szkolnych otwiera drogę kształcenia w technikach i branżowych szkołach, z egzaminem zawodowym przed okręgową komisją egzaminacyjną i z tytułem technika zielarza. To rozwiązanie ma dwie zalety. Po pierwsze, daje państwowy, weryfikowalny standard kwalifikacji zamiast zaświadczeń wystawianych przez przypadkowych organizatorów komercyjnych kursów. Po drugie, otwiera naturalną ścieżkę awansu.
Absolwent szkoły średniej mógłby kontynuować kształcenie na uczelni, uzyskując tytuł zawodowy inżyniera, a następnie magistra, na kierunkach pokrewnych, na których wykłada się botanikę farmaceutyczną, farmakognozję, chemię produktów naturalnych, uprawę roślin leczniczych, towaroznawstwo zielarskie i podstawy fizjologii oraz toksykologii. Powstałby w ten sposób spójny ciąg: technik zielarz, inżynier, magister, z rosnącym zakresem kompetencji i samodzielności.
Nadzór nad tak rozumianym zielarstwem rozkłada się w sposób naturalny, choć niejednolity. Kształcenie na poziomie średnim należy do Ministerstwa Edukacji Narodowej, bo to ono prowadzi rejestr zawodów szkolnictwa branżowego i system egzaminów zawodowych. Kształcenie na poziomie wyższym, inżynierskie i magisterskie, należy do resortu nauki i szkolnictwa wyższego. Sama produkcja surowca, czyli uprawa i pozyskiwanie ze stanu naturalnego, wchodzi w kompetencje resortu rolnictwa, a w części dotyczącej pozyskiwania gatunków dziko rosnących także resortu środowiska. To rozproszenie nie jest wadą, jeśli kompetencje zostaną wyraźnie rozgraniczone. Zielarstwo z natury łączy rolnictwo, przetwórstwo i handel, i słusznie podlega tym resortom, które te dziedziny nadzorują.
Fitoterapeuta: zawód medyczny, poziom wyższy, samorząd i rejestr
Fitoterapeuta to inna kategoria, bo wkracza w medycynę. Tu poziom kształcenia musi być wyższy, uniwersytecki lub podyplomowy, a wejście do zawodu poprzedzone egzaminem państwowym przeprowadzanym w akredytowanych uczelniach prowadzących kierunki medyczne, farmaceutyczne lub pokrewne. Kandydat powinien wykazać się wiedzą z fitofarmakologii, farmakognozji, fitochemii, patologii, botaniki roślin leczniczych, toksykologii i bromatologii, a więc znacznie szerszą niż minimum opisane w obecnej charakterystyce zawodu przez resort pracy.
Skoro fitoterapeuta leczy, musi też odpowiadać za to jak lekarz i farmaceuta, w ramach odpowiedzialności zawodowej. Rejestr osób uprawnionych powinny prowadzić okręgowe izby zielarzy i fitoterapeutów, ewentualnie afiliowane przy izbach aptekarskich, a w części dotyczącej działalności leczniczej współpracujące z izbami lekarskimi. To izba, nie urząd i nie organizator kursu, weryfikowałaby kwalifikacje, prowadziła listę uprawnionych, rozpatrywała skargi i orzekała w sprawach odpowiedzialności zawodowej. Taki samorząd zawodowy jest jedynym rozwiązaniem, które oddziela kompetentnego fitoterapeutę od naciągacza mocą wykształcenia i odpowiedzialności, a nie mocą uznaniowej decyzji administracyjnej.
Nadzór merytoryczny nad zawodem fitoterapeuty widzę po stronie Ministerstwa Zdrowia, bo to zawód sfery zdrowia, wykonywany w razie potrzeby we współpracy z lekarzem. Odpowiedź na pytanie, kto ma stać na straży zawodu, nie brzmi więc „jeden resort”, lecz raczej: resort zdrowia dla fitoterapeuty i dla ram samorządu zawodowego, resort edukacji oraz nauki i szkolnictwa wyższego dla kształcenia, resort rolnictwa i środowiska dla surowca. Kluczem jest jasne rozgraniczenie tych kompetencji ustawą, tak by żaden obszar nie pozostał bezpański i by żaden organ nie rozstrzygał w sprawach, do których nie ma kompetencji merytorycznej.
Zakres czynności: gdzie kończy się zielarz, gdzie zaczyna fitoterapeuta
Sens rozdzielenia zawodów widać najlepiej w opisie ich kompetencji.
Zielarz uprawia i pozyskuje rośliny lecznicze, identyfikuje surowiec botanicznie i makroskopowo, prowadzi jego suszenie, przechowywanie i standaryzację, wykonuje podstawowe analizy jakościowe, w tym chromatografię cienkowarstwową (TLC, thin-layer chromatography), ocenia czystość i zanieczyszczenia surowca, sporządza mieszanki ziołowe do celów spożywczych i kosmetycznych oraz prowadzi obrót surowcem i wyrobami zielarskimi. Doradza w zakresie surowców dostępnych bez ograniczeń, o działaniu łagodnym, przeznaczonych do samoleczenia drobnych dolegliwości. Nie stawia rozpoznania choroby, nie prowadzi terapii chorób poważnych i nie wydaje surowców silnie działających poza kontrolą.
Fitoterapeuta dobiera i prowadzi leczenie preparatami roślinnymi, ustala dawkowanie lecznicze z uwzględnieniem masy ciała, wieku i stanu pacjenta, ocenia interakcje z lekami syntetycznymi, rozpoznaje przeciwwskazania i objawy niepożądane, monitoruje przebieg terapii i, w sytuacjach przekraczających jego kompetencje, kieruje pacjenta do lekarza. Może operować surowcami silnie działającymi w zakresie określonym przepisami, we współpracy z lekarzem lub farmaceutą. Jego działanie dotyczy konkretnego chorego, nie zaś obrotu towarem.
Granica jest więc czytelna. Zielarz odpowiada za surowiec i jego jakość, fitoterapeuta za jego zastosowanie u pacjenta. Tam, gdzie dziś przebiega ona przypadkowo i zależy od dobrej woli praktyka, ustawa powinna ją wyznaczyć wyraźnie.
Wzorzec szwajcarski: zawód, dyplom federalny, samorząd branżowy
Szwajcaria pokazuje, że fitoterapię można uregulować jako część uznanego państwowo zawodu, bez wchłaniania jej przez medycynę akademicką i bez spychania w szarą strefę. Naturopata w Szwajcarii, czyli Naturheilpraktiker, może uzyskać dyplom federalny, Naturheilpraktiker/in mit eidgenössischem Diplom, po zdaniu wyższego egzaminu zawodowego (höhere Fachprüfung). Egzamin i standard zawodu prowadzi organizacja branżowa OdA AM, czyli Organisation der Arbeitswelt Alternativmedizin Schweiz, a więc samorząd zawodowy, nie urząd.
Dyplom obejmuje cztery kierunki: medycynę ajurwedyjską, homeopatię, tradycyjną medycynę chińską (TCM) oraz tradycyjną europejską naturoterapię (TEN, Traditionelle Europäische Naturheilkunde). To właśnie w ramach TEN mieści się fitoterapia, czyli Phytotherapie i Pflanzenheilkunde, obok dietetyki, poradnictwa żywieniowego, hydroterapii i technik manualnych. Wejście do zawodu wymaga wykształcenia co najmniej średniego, wieloletniego szkolenia modułowego i praktyki zawodowej, udokumentowanych studiów przypadków oraz niekaralności. Istotne jest, że standard i egzamin trzyma środowisko zawodowe, a państwo uznaje dyplom.
Model szwajcarski dostarcza więc dwóch elementów, które proponuję przenieść na grunt polski: uznanego państwowo dyplomu poprzedzonego egzaminem oraz samorządu zawodowego jako gospodarza standardu i egzaminu. Warto dodać, że wieloletnie badania nad roślinami leczniczymi prowadzę między innymi w Szwajcarii, jako wieloletni stypendysta tamtejszej fundacji, i model ten obserwuję z bliska.
Wzorzec bułgarski: ustawa o roślinach leczniczych i lista gatunków
Bułgaria daje wzorzec innego rodzaju, uzupełniający, nie zaś zastępujący szwajcarski. Bułgarska ustawa o roślinach leczniczych (Закон за лечебните растения, obowiązująca od 2000 roku) reguluje ochronę, pozyskiwanie i obrót roślinami leczniczymi. Do ustawy dołączony jest załącznik, czyli wykaz gatunków roślin leczniczych objętych jej przepisami. Ustawa definiuje rolę pozyskiwacza ziół (билкозаготвител) i punktu skupu (билкозаготвителен пункт), wprowadza obowiązek dokumentowania pochodzenia surowca oraz zaświadczeń wydawanych przez gminy, a nadzór nad całością sprawuje resort środowiska i wód.
Trzeba tu zachować rzetelność i zasygnalizować rozbieżność, bo ma ona znaczenie. Bułgarski akt jest w pierwszym rzędzie ustawą o ochronie zasobu przyrodniczego i o obrocie surowcem, a nie ustawą regulującą zawód terapeuty. Nie należy więc oczekiwać, że rozwiąże on kwestię kompetencji fitoterapeuty. To, co z niego warto zapożyczyć, to sama idea ustawowej listy gatunków roślin leczniczych, prowadzonej i aktualizowanej urzędowo, oraz uporządkowanie łańcucha od pozyskania surowca do obrotu. Ochrona zawodu leczącego wymaga natomiast raczej wzorca szwajcarskiego. Rozsądna regulacja polska powinna połączyć oba: bułgarską ideę wykazu roślin z szwajcarskim modelem zawodu i dyplomu.
Polska lista roślin leczniczych: propozycja trójstopniowa
Idąc za bułgarskim pomysłem wykazu, ale dostosowując go do celu ochrony pacjenta, proponuję listę roślin leczniczych o strukturze trójstopniowej. Nawiązuje ona zresztą do klasycznego, farmaceutycznego podziału środków na trucizny (venena), środki silnie działające (separanda) i pozostałe, znanego z dawnych farmakopei i podręczników, u autorów takich jak Hager czy Georg Dragendorff (1836–1898).
Kategoria pierwsza obejmowałaby rośliny swobodnego obrotu, o działaniu łagodnym, stosowane jako żywność, przyprawy i herbatki, dostępne bez ograniczeń. Należą tu na przykład Melissa officinalis L., Mentha piperita L. czy Matricaria chamomilla L.
Kategoria druga obejmowałaby rośliny wydawane i stosowane w ramach porady zielarza lub fitoterapeuty, o wyraźnym działaniu farmakologicznym i wymagające znajomości dawkowania oraz przeciwwskazań, na przykład Valeriana officinalis L., Hypericum perforatum L. (ze względu na interakcje) czy Frangula alnus Mill.
Kategoria trzecia obejmowałaby rośliny silnie i toksycznie działające, zawierające substancje silnie działające, dostępne wyłącznie na receptę lub w obrocie aptecznym, poza swobodnym obrotem zielarskim. Należą tu klasyczne rośliny trujące i silnie działające: Digitalis purpurea L. i Digitalis lanata Ehrh. (glikozydy nasercowe), Atropa belladonna L. (alkaloidy tropanowe), Aconitum napellus L. (akonityna), Colchicum autumnale L. (kolchicyna) czy Convallaria majalis L.
Taka lista, prowadzona i aktualizowana urzędowo, dawałaby zielarzowi jasny obszar swobodnego działania, fitoterapeucie obszar działania pod jego odpowiedzialnością zawodową, a substancje najgroźniejsze pozostawiałaby w rękach lekarza i farmaceuty. Rozstrzygałaby przy tym spory, które dziś toczą się bez podstawy, o to, co zielarzowi wolno, a czego nie.
Dlaczego to lepsza ochrona pacjenta niż sam zakaz
Wracam na koniec do myśli, którą rozwijałem obszernie przy okazji uchwalonej w 2026 roku nowelizacji ustawy o prawach pacjenta, nazwanej w debacie „Lex Szarlatan”. Paradoksalnie największą ochroną pacjenta nie jest kolejny zakaz, lecz uporządkowanie zawodów, które dziś działają w prawnej próżni. Znaczna część patologii, które taka ustawa chce zwalczać, czyli nielegalne leczenie, obrót nielegalnymi preparatami, bezpodstawne oświadczenia zdrowotne, jest już zakazana obowiązującym prawem, od ustawy o zawodach lekarza, przez Prawo farmaceutyczne, po przepisy o bezpieczeństwie żywności. Realnym problemem bywa nie brak przepisu, lecz brak jego egzekwowania.
Uregulowany zawód, z programem kształcenia, egzaminem w akredytowanej uczelni, jasnym zakresem czynności i samorządem prowadzącym rejestr, chroni pacjenta skuteczniej niż jakikolwiek zakaz. Oddziela bowiem kompetentnego fitoterapeutę i rzetelnego zielarza od naciągacza mocą wykształcenia i odpowiedzialności zawodowej, a nie mocą uznaniowej decyzji urzędu, który z natury rzeczy nie dysponuje kompetencją merytoryczną w farmakognozji, fitochemii i fitoterapii. Rozdzielenie zawodu zielarza i zawodu fitoterapeuty, oparcie kształcenia na szkole średniej i wyższej, powierzenie egzaminów uczelniom, a rejestru samorządowi, oraz wprowadzenie ustawowej listy roślin leczniczych, to jest droga, którą uważam za właściwą. Państwo powinno chronić chorego przed kłamstwem, ale robić to przez porządek i kompetencję, nie przez zakaz i monopol jednego paradygmatu.
Bibliografia
Dragendorff, G. (1898). Die Heilpflanzen der verschiedenen Völker und Zeiten. Stuttgart: Ferdinand Enke.
Leclerc, H. (1922). Précis de phytothérapie. Paris: Masson et Cie.
Madaus, G. (1938). Lehrbuch der biologischen Heilmittel. Leipzig: Georg Thieme.
OdA AM. (b.d.). Höhere Fachprüfung. Naturheilpraktiker/in mit eidgenössischem Diplom. Organisation der Arbeitswelt Alternativmedizin Schweiz. Pobrano z https://www.oda-am.ch
Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z dnia 7 sierpnia 2014 r. w sprawie klasyfikacji zawodów i specjalności na potrzeby rynku pracy oraz zakresu jej stosowania (Dz.U. 2014 poz. 1145, z późn. zm.).
Różański, H. (2026). Lex Szarlatan, między ochroną pacjenta a wolnością nauki. Uwagi krytyczne i postulat uregulowania zawodu zielarza, fitoterapeuty i naturopaty [maszynopis]. Blog „Medycyna dawna i współczesna”, rozanski.li.
Różański, H. (b.d.). Moje rozterki nad zawodem zielarza, fitoterapeuty i naturopaty. Jakie znaczenie mają w nich niektóre Izby Rzemieślnicze? Blog „Medycyna dawna i współczesna”, rozanski.li.
Różański, H. (b.d.). Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej opublikowało opis zawodu zielarz-fitoterapeuta, kod zawodu 323012. Blog „Medycyna dawna i współczesna”, rozanski.li.
Ustawa z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty (Dz.U. 1997 nr 28 poz. 152, z późn. zm.).
Ustawa z dnia 6 września 2001 r. Prawo farmaceutyczne (Dz.U. 2001 nr 126 poz. 1381, z późn. zm.).
Wichtl, M. (Red.). (2009). Teedrogen und Phytopharmaka (wyd. 5). Stuttgart: Wissenschaftliche Verlagsgesellschaft.
Закон за лечебните растения (2000). Държавен вестник, бр. 29/2000 (z późn. zm.). Republika Bułgarii.



Najnowsze komentarze